RSS

Na kogo wypadnie, na tego bęc!

Dezerter wiele lat temu ostrzegał, że zmiany są konieczne i potrzebne, bo może nadejść dzień rebelii. Odpukać, na to ostatnie się nie zanosi, ale przeprowadzka mocno zamieszała w mojej rzeczywistości, wyłączając mnie na kilka tygodni z pisania. Oczywiście, nie wszystko się zmienia, bo słowa pojawiały się nawet między kartonami i dziwnym zbiegiem okoliczności niektóre z nich kojarzyły się z przemieszczaniem. Przemknęła na przykład destynacja (profesor Miodek pisał o niej niedawno w „Gazecie Wyborczej”), była teleportacja (choć nie udało mi się pominąć przestrzeni fizycznej lub czasowej), ale i antycypacja (o której może kiedyś napiszę, bo swego czasu antycypowali głównie piłkarze). Wreszcie stanęło na bęcwale!

Ale zaczęło się od bażanta. A właściwie od wyjazdu na Śląsk i drogowskazu do katowickiego Osiedla Bażantowo, który przypomniał mi o tym, że w czasach szkolnych wśród wielu „odzwierzęcych” przezwisk, w użyciu bywał również ‚bażant’. Gdy powiedziałem o tym towarzyszom podróży (pochodzącym z Kujaw, Mazur i Mazowsza), okazało się, że nie znają takiego zastosowania tego słowa. Bęcwał, owszem, rzuciła I. Wymieniliśmy jeszcze kilka znanych nam wyzwisk i rozmowa zmieniła bieg. Jednak chwilę później, czytając wywiad z Arturo Pérezem-Revertem, natknąłem się na stwierdzenie, że każdy bęcwał może zostać wyświęcony na artystę. [1] I już miałem nowe słowo.

Trudno powiedzieć, skąd ‘bęcwał’ pochodzi, za to jego znaczenie jest dość oczywiste: pogardliwy „człowiek bezmyślny, leniwy, głupiec”. [2] Sprawę doprecyzowuje Doroszewski: „o osobie dorosłej lub dziecku, żartobliwie, z pogardą; głupiec, człowiek ociężały, wałkoń”. Podpowiada również, że Brückner widzi możliwość połączenia z bucefałem. [3] To o tyle ciekawe, że przecież Bucefał, pierwowzór bucefała, koń Aleksandra Wielkiego był rumakiem dzikim i nieokiełznanym [4], a to wcale nie są jednoznacznie negatywne cechy. Z drugiej strony, zdarzyło mi się słyszeć, że ktoś jest strasznym bucefałem, więc może jednak jest jakieś pokrewieństwo między tymi słowami?

Tymczasem bęcwał zrobił karierę w mediach i kulturze. I tak, tytułowy bohater słuchowiska „Kocham pana, panie Sułku” to ni mniej, ni więcej, „starszy bęcwał w młodym wieku”, jak go określał Krzysztof Kowalewski. [5] Z kolei August Bęc-Walski to postać z rysunków Karola Ferstera publikowanych na łamach „Przekroju”. [6] Jest również piosenka „Teatr małżeński” pochodząca z repertuaru Kabaretu Pod Egidą (niestety, nie wyśledziłem, kto jest autorem tekstu), będąca specyficznym dialogiem małżonków, którzy obwiniają się o nie najlepszy stan swojego związku. I choć mnóstwo w nim emocji, wyrzutów i wyzwisk: „»Ty wariatko!« / »Ty bęcwale!« / Kiedyś było tak wspaniale…”, to finał rozmowy wydaje się dość optymistyczny: „»Nie odejdę – na złość tobie!« / »Wiesz, herbatę może zrobię…?« / »Ja cię przecież kocham stale, / ty wariatko…« / »Ty bęcwale…«”. [7]

 

Żeby nie zrobiło się na koniec zbyt romantycznie, dorzucam garść wyrazów bliskoznacznych proponowanych przez słowniki [2], [8]: próżniak, wałkoń, dureń, tępak, tłumok, cymbał, głąb, bałwan, baran, idiota, wariat. Niestety, bażanta, nie odnotowano!

BR, 23.03.2015 r.

[1] A. Pérez-Reverte. Nadchodzi nowy świat. Burzy i naporu. Rozmowę przepr. Michał Nogaś, Gazeta Wyborcza 2015, nr 61, s.21.

[2] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 4, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1995, s. 188-189.

[3] Słownik języka polskiego, t. 1-11, pod red. Witolda Doroszewskiego, http://doroszewski.pwn.pl, dostęp 19.03.2015, godz. 01.00.

[4] Za: Kopaliński Wł., Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2008, s. 30.

[5] Za: http://culture.pl/pl/wydarzenie/krzysztof-kowalewski-konczy-75-lat, dostęp: 19.03.2015, godz. 01.30.

[6] Patrz: http://muzeumkarykatury.pl/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=734:karol-ferster-wystawa-retrospectywna, dostęp: 19.03.2015, godz. 01.00.

[7] Za: http://www.tekstowo.pl/piosenka,renata_zarebska,teatr_malze_ski.html, dostęp: 19.03.2015, godz. 01.10.

[8] Słownik synonimów polskich, pod red. Zofii Kurzowej, Warszawa 2003, s. 37.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 25/03/2015 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jesteśmy na wczasach: wilegiatura

Przyszła zima. Jeszcze bez śniegu, ale i tak jest paskudnie. Nic, tylko siedzieć w domu, pić herbatę i czytać. A zamiast spotkań towarzyskich spotkania telefoniczne.

Rozmawiałem dziś z M., która od kilku lat mieszka na wsi, a kiedyś była mieszczuchem co się zowie.
M. chwali sobie mikrospołeczność, w której funkcjonuje i przyzwyczaiła się do rozważań natury egzystencjalnej – czy nie przecieka dach i czy nie wybije szambo? Zapraszała mnie kiedyś do siebie, być może na wilegiaturę? To nowe słowo, pełne samogłosek, doskonałe do sylabizowania, świetnie się przenosi (między linijkami). Natknąłem się na nie w esejach Adama Zagajewskiego, kiedy pisze o swojej ciotce, która podczas wojny musiała się ukrywać:

Wojnę i okupację przeżyła na wsi pod Tarnowem; prawie nigdy o tym nie opowiadała. To było tabu, jedno z wielu. Jeżeli w ogóle wspominała pobyt na wsi – gdzie przecież ukrywała się jako Żydówka przed Niemcami i przed szmalcownikami, gdzie jej życie było zagrożone dosłownie i codziennie – to tylko tak, jakby chodziło o przedłużone wakacje, o wilegiaturę. (…) Tak że obraz owego pobytu na wsi, wieloletniego ukrywania się, rysował się najzupełniej idyllicznie – wakacje, karty, dobrane towarzystwo; jakby niekończący się rejs luksusowym statkiem po Morzu Śródziemnym. [1]

Owa wilegiatura, znana również jako wiledżiatura pochodzi od włoskiego villegiatura lub francuskiego villégiature i w obu językach oznacza wczasy. Wg PSWP to „wypoczynek na wsi na świeżym powietrzu; miejsce takiego wypoczynku; domek letniskowy”. [2] Podobnie słowo definiują Doroszewski i Kopaliński, bo źródłosłów jest dość oczywisty, ale warto poświęcić kilka zdań samemu zjawisku wilegiatury.

Foto_06Obyczaj spędzania wakacji poza miastem stał się na ziemiach polskich niezwykle popularny w drugiej połowie (szczególnie u schyłku) XIX wieku, a to z uwagi na intensywną industrializację, gwałtowny wzrost demograficzny, słowem – uciążliwe warunki egzystencji w ciasnych (bo przeludnionych) i wypełnionych nieustannym zgiełkiem miastach. [3]

Warszawiacy wyjeżdżali głównie do Pruszkowa, Grodziska Mazowieckiego oraz do miejscowości linii otwockiej obejmującej południowo-wschodni rejon prawobrzeżnej Warszawy (m.in. Anin, Falenica, Międzylesie, Radość). Pisze o tym w swojej książce „Kronenberg, Andriolli i wilegiatura czyli podwarszawskie letniska linii otwockiej” Robert Lewandowski.[4] Mamy tu historię letnisk linii otwockiej nierozerwalnie związanych z rozwojem XIX-wiecznej wilegiatury.

I jeszcze coś z niezawodnej „Lalki” – pani Wąsowska do Wokulskiego:

– W każdym razie powinien pan zaraz wyjechać na wieś – ciągnęła dalej. – Kto słyszał siedzieć w mieście na początku sierpnia?… O, basta, mój panie!… Pojutrze zabieram pana do siebie, bo inaczej cień nieboszczki prezesowej nie dałby mi spokoju… Od dzisiejszego dnia przychodzi pan do mnie na obiady i kolacje; po obiedzie jedziemy na spacer, a pojutrze… bądź zdrowa, Warszawo!… Dosyć tego… [5]

Zima. Zagajewski przeczytany, tekst napisany, a za chwilę święta. Dużo zdrowia i niepopularnych słów życzę.

BR, 22.12.2014 r.

[1] Zagajewski A., W cudzym pięknie, Kraków 2007, s. 156.
[2] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 45, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2004, s. 364.
[3] Witek-Tylczyńska H., Letnicy i podróżnicy w świecie Prusa [w:] Kurjer Warszawski, nr 5, 2012, http://ibl.waw.pl/kurierwarszawski.pdf, 16.12.2014, godz. 10.30.
[4] Lewandowski R., Kronenberg, Andriolli i wilegiatura czyli podwarszawskie letniska linii otwockiej, wyd. 2., Józefów 2012.
[5] Prus B., Lalka, T. 2., Warszawa 1953, s. 364.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 22/12/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Filmy i mity: megiera

– Dlaczego odeszła?
– Normalnie, bo to zła kobieta była…
– A ty jesteś bez winy?
– Ja jestem święty (…)

Franz Maurer był nie tyle święty, co świetny – zarówno za sprawą kreacji Bogusława Lindy, jaki i dialogów, w jakie uzbroił „Psy” Władysław Pasikowski. [1] Prawd o kobietach było w dyptyku Pasikowskiego całkiem sporo, niemal tyle samo co o odnowionej i demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej. Bohaterowie zdawali się nie podzielać obiegowej opinii, że kobiety to płeć piękna, słabsza i mądrzejsza. Rzucali epitetami na prawo i lewo, ale tak wysmakowanego nie zaserwowali:

Harriet rozejrzała się za Lwem i znalazła go siedzącego w kraciastym fotelu, z wyciągniętymi nogami i skrzyżowanymi na piersi rękami. Uśmiechnął się do niej i powiedział:
– Na otwarcie musisz zaprosić Pauline Kael
– Znam ją – oznajmiła Leah. – Prawdziwa megiera. – Wydała przez zęby wyjątkowo długi, piskliwy, znaczący świst, a Harriet wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. Ale to mogła być prawda. Jej ciotka poznała przeróżnych ludzi przez Lionela, choć z pewnością nie tylu, ilu mówiła. [2]

Pauline Kael to postać autentyczna – legendarna i kontrowersyjna krytyczka filmowa, która przez ponad dwie dekady pisała dla „New Yorkera”. Jej teksty były dowcipne i uszczypliwe [3], potrafiła być bezwzględna, ale zdarzało jej się również wychwalać pod niebiosa konkretne dzieła, reżyserów czy aktorów. Można wiele o niej powiedzieć, ale na pewno nie to, że była autorem bez wyrazu.

A megiera pochodzi od imienia Mégaira i oznacza kobietę złośliwą, kłótliwą, wulgarną, przeważnie starą i brzydką. Wśród kilkunastu wyrazów bliskoznacznych słownik podaje m.in. jędzę, wiedźmę, diablicę i czarownicę. [4] Owa Mégaira, a właściwie Megera to jedna erynii, czyli greckich bogiń – mścicielek przelanej krwi, zwłaszcza zbrodni popełnionych na bliskich krewnych. Przedstawiane są zwykle ze skrzydłami, rozwianymi włosami, w których wiły się węże, z pochodniami w rękach, z twarzami wykrzywionymi wściekłością. W literaturze pojawiają się najczęściej trzy: Alekto czyli Niestrudzona, Tysyfóne – Mścicielka i właśnie Megera czyli Wroga. Erynie ścigają Orestesa, który zabił swoją matkę Klitajmestrę współwinną śmierci Agamemnona, swojego męża, a ojca Orestesa. [5] Mit o Orestesie pojawia się w wielu dziełach literackich, zarówno starożytnych („Orestes” Eurypidesa czy „Oresteja” Ajschylosa), jaki i nowożytnych („Muchy” J.P.Sartre’a); obecny jest również w malarstwie („Orestes i Pylades” Pietera Lastmana, jednego z nauczycieli Rembrandta), w operze („Orestes” Domenico Cimarosy), a także w muzyce popularnej, np. „Orestes” zespołu A Perfect Circle. Na dziś to doskonała koda.

 

BR, 27.10.2014 r.

[1] http://scenariuszfilmowy.pl/polskie/33/445-psy, 26.10.2014, godz. 00:56.
[2] E. Hay, Garbo się śmieje, Warszawa 2004, s. 326.
[3] http://www.britannica.com/EBchecked/topic/309506/Pauline-Kael, 26.10.2014, godz. 01:06.
[4] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 20, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1999, s. 434.
[5] Wł. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2003, s. 289 i 885-886.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 30/10/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Subiekt plenipotentem parweniusza

To była miłość od pierwszego przeczytania. Miłość młodzieńcza i naiwna, jakiej zaznać może licealista-idealista, dla którego zmienianie świata wydaje się potrzebą pierwszą i pilną. Droga do celu wymagała dużo odwagi i straceńczej naiwności. Któż inny w takiej chwili mógł się wydać bratem, jeśli nie romantyczny pozytywista Wokulski? Poczułem powinowactwo duchowe, które wciąż trwa, choć naiwności dziś brak, a z charakteru Wokulskiego – po kolejnych lekturach i serialu (mistrzowskie trio Braunek-Kamas-Pawlik!) – wypreparowałem na swój własny użytek głównie cechy pozytywistyczne. Ale przecież nie o Wokulskim będzie ten tekst, ale o trzech słowach, bez których trudno sobie „Lalkę” wyobrazić.

Pierwszym z nich i szczególnym – ze względu na arcyważną postać Ignacego Rzeckiego – jest subiekt. To słowo doskonale czułoby się w towarzystwie terminatora i czeladnika, ale niestety – w odróżnieniu od tamtych – współcześnie używane bywa niezwykle rzadko. Kojarzę je właściwie tylko z nazwy programu do obsługi księgowej firm. A przecież subiekt mający swoje źródło w łacińskim subiectum jest całkiem bogaty w znaczenia. Mój dyżurny słownik PSWP przedstawia trzy i znając skromność Pana Ignacego, zupełnie by mu nie przeszkadzało, że o jego zawodzie autorzy piszą na końcu: 1. językoznawczy „w zdaniu: osoba, rzecz lub zjawisko, o którym się orzeka, któremu przypisuje się czynność, stan, właściwość; imienna część zdania (także niekiedy w formie bezokolicznika) połączona związkiem zgody z orzeczeniem” Uff… Ale gdybyśmy jednak nie do końca się orientowali, to mamy dalsze objaśnienie – przyporządkowanie czasownika dowolnemu subiektowi posiada siłę zdaniotwórczą i zachodzi prawie we wszystkich językach świata. W największym uproszczeniu (kolegów po fachu proszę o wyrozumiałość) subiekt to podmiot. 2. filozoficzny „istota, osoba poznająca, działająca, podlegająca emocjom, przekonująca się o czymś”. I cóż, tu też łatwo nie jest, więc warto się odwołać do synonimów i uproszczeń, czyli podmiotu, umysłu i istoty. 3. dawny „członek personelu sklepu, zajmujący się obsługą klientów, sprzedażą towarów”. [1] U Doroszewskiego subiekt filozoficzny jest na pierwszym miejscu, dalej nasz ekspedient, a w trzecim znaczeniu pojawia się z kwalifikatorem dawny „człowiek, jednostka, indywiduum”. [2]

Rzecki miał to szczęście, że jego szef nie tylko mu ufał jak przyjacielowi, ale przede wszystkim cenił jego fachowość i uczynił go swoim plenipotentem. Czyli „osobą upoważnioną przez mocodawcę do podejmowania czynności prawnych w jego imieniu, w jego zastępstwie” [3] czy też „osobą (…) upoważnioną przez mocodawcę do działania w jego imieniu” [4] Był po prostu pełnomocnikiem. Ale mniej popularne i niezwiązane z „Lalką” jest drugie znaczenie tego wyrazu. Otóż, w naszej historii, plenipotent to „poseł, który reprezentuje swoich wyborców lub nawet określone szczeble władzy państwowej, posiadający wszystkie pełnomocnictwa do przedstawiania i realizowania spraw leżących w jego kompetencji”. [5] Funkcję plenipotenta wprowadzono mocą ustawy o miastach w 1791 r. podczas obrad Sejmu Czteroletniego. Rzeczypospolitą podzielono wówczas na 24 wydziały miejskie, w których wybierano plenipotentów na sejm oraz do komisji skarbu i policji, czyli ówczesnego Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Plenipotenci nie mieli prawa głosu, a swoje racje mogli przestawiać jedyni ci, którzy należeli do którejś z komisji. Żywot tej instytucji był dość krótki, bowiem została zniesiona przez sejm rozbiorowy w 1793 r. [6]

Krakowskie_Przedmiescie_7_tablica

Stanisława Wokulskiego, mocodawcę plenipotenta Rzeckiego określano wieloma epitetami. Był zatem: dorobkiewiczem, ambitnym spekulantem, bezczelnym kupczykiem, nikczemnikiem, a nawet nieuleczonym marzycielem, ale przede wszystkim był parweniuszem! Słowo to przywędrowało do polszczyzny z języka francuskiego – od parvenu „przybysz” (wg Doroszewskiego), choć wydaje mi się, że źródłem mógł być czasownik parvenir oznaczający „dochodzenie, osiąganie czegoś”. [7] Najzgrabniej parweniusza opisał Doroszewski: „osobnik, który robiąc karierę dostał się do wyższego środowiska i jest w tym środowisku traktowany lekceważąco, niechętnie; dorobkiewicz, nowobogacki, nuworysz” [8] I cóż na to poradzić, skoro nasz bohater sam czasem tak o sobie myślał? Wokulski sięgnął do kamizelki i dał mu pięć rubli czując, że poczyna sobie jak parweniusz. [9]

Mnogość określeń, jakie pojawiają się przy postaci Wokulskiego, pokazuje skalę skomplikowania charakteru tegoż. Prus szybko spotkał się z krytyką ówczesnych i tak na nią odpowiadał: bohater [Wokulski] jest typem bardzo złożonym jako człowiek epoki przejściowej, że wychował się w epoce czasu, który zaczął się poezją, a skończył się nauką, zaczął się ubóstwianiem kobiety, a skończył wyrozumowaną prostytucją, zaczął się rycerskością, a skończył kapitalizmem, zaczął się poświęceniem, a skończył geszefciarstwem, gonitwą za pieniędzmi. [10]

Złożoność natury Wokulskiego doskonale oddają opinie dwóch pań. Pierwszą z nich nasz człowiek epoki przejściowej pragnął zdobyć, druga była nim na swój sposób zafascynowana.

(…) panna Izabela często myślała o Wokulskim, a we wszystkich medytacjach uderzał ją niezwykły szczegół: człowiek ten przedstawiał się coraz inaczej. (…) Jego niepodobna było określić jednym wyrazem, a nawet stoma zdaniami. Nie był też do nikogo podobny, a jeżeli w ogóle można go było z czymś porównywać, to chyba z jakąś okolicą, przez którą jedzie się cały dzień i gdzie spotyka się równiny i góry, lasy i łąki, wody i pustynie, wsie i miasta. I gdzie jeszcze, spoza mgieł horyzontu, wynurzają się jakieś niejasne widoki, już niepodobne do żadnej rzeczy znanej. [11]

A to pani Wąsowska, która przerywa w Zasławskim lesie jego rozmyślania: W każdym razie sądziłam, że pan jest człowiek zimny, rachunkowy, który chodząc po lesie taksuje drzewo, a na niebo nie patrzy, bo to nie daje procentu. Tymczasem cóż widzę?… Marzyciela, średniowiecznego trubadura, który wymyka się do lasu, ażeby wzdychać i wypatrywać zeszłotygodniowe ślady jej stóp! Wiernego rycerza, który kocha na życie i śmierć jedną kobietę, a innym robi impertynencje. Ach, panie Wokulski, jakie to zabawne… jakie to niedzisiejsze!… [12]

Podsumowując, nie taki zwykły ten parweniusz jak go malują, ale lepiej dla niego, gdy ma właściwego plenipotenta, który niekoniecznie musi być subiektem. Czytajcie „Lalkę”!

 BR, 29.09.2014 r.

[1] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 40, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2003, s. 453.
[2] Doroszewski W. (red.), Słownik języka polskiego, t. I-XI, Warszawa 1958-1969, http://doroszewski.pwn.pl.
[3] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 29, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2000, s. 63.
[4] Doroszewski W., op. cit.
[5] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 40, Ibidem.
[6] http://pl.wikibooks.org/wiki/Historia_administracji/Rzeczpospolita_1764_-_1795, 26.09.2014 r., godz. 01.30.
[7] http://pl.pons.com/t%C5%82umaczenie?q=parvenir&l=frpl&in=fr&lf=fr, 26.09.2014, godz. 01:40.
[8] Doroszewski W., op. cit.
[9] Prus B., Lalka, T. 1., Warszawa 1953, s. 188.
[10] cytat za: Bąbel A., Kowalczyk A. (red.), Leksykon »Lalki«, Warszawa 2011, s. 184.
[11] Prus B., op. cit., s. 324.
[12] Idem, T. 2., s. 150.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 29/09/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Referent, czyli co ma urzędnik do piłkarza?

Mundial w pełni, więc dni dzielę pomiędzy pracę i mecze, których oglądanie bywa mało przyjemne. I nie chodzi tu tylko o poziom sędziowania, ale również o popisy naszych komentatorów. Oczywiście, problem nie jest nowy i regularnie powraca w mediach, oby uśmiech konsekwentnie przeważał nad zażenowaniem.

Komentując, unikaj szablonowego sformułowań (…) Nie mniej ważna jest czystość języka. Jestem wrogiem komentowania żargonowym, kibicowskim językiem. (…) Dziennikarz nie jest kibicem, nie ma udawać ich kumpla. Komentuje dla różnych ludzi i powinien mówić jak najbardziej czystą polszczyzną, ładnym językiem, składnymi zdaniami, niegłupio. (…) Nie znaczy to, że w ogóle nie należy używać slangowych wyrażeń. Czasem, ale nie za często, raz na parę spotkań możesz z nich skorzystać. (…) *

Zgodnie z aktualnym trendem mecze komentują duety złożone z dziennikarza i eksperta. W roli tego drugiego występuje zwykle były piłkarz, tudzież czynny lub emerytowany trener. Do Brazylii pojechało czterech ekspertów TVP, w tym mój ulubieniec Grzegorz Mielcarski, który tworzy zgraną parę z Dariuszem Szpakowskim.

Zaproszony ekspert musi spełniać pewne kryteria. Przede wszystkim musi umieć mówić po polsku, co już powoduje spory odsiew wśród kandydatów. (…) współkomentator powinien formułować swoje myśli zwięźle i mówić krótko – najwyżej trzy-pięć zdań, by nadążać za wydarzeniami na boisku. (…) **

Szpaku specjalizuje się w lapsusach i niepoprawnej wymowie nazwisk, a Mielcarski największą kreatywność wykazuje w dziedzinie składni – czasami mam wrażenie, że nie ma świadomości, iż budowa zdania ma wpływ na logikę wypowiedzi. Zdarza mu się również używać słów niezgodnie z ich znaczeniem. I tak, podczas spotkania pomiędzy Argentyną a Bośnią i Hercegowiną Mielcarski powiedział: On [Edin Džeko] tu jest referentem, to on decyduje, czy zakończyć akcję strzałem czy przegrać [podać].

Niestety, referenta prędzej można spotkać w urzędzie lub na uczelni niż na boisku.
Bo referent, z łac. referens, referentis to: 1. autor pisemnej lub ustnej wypowiedzi na dany temat: osoba wygłaszająca referat”; 2. Osoba pracująca w urzędzie, instytucji i zajmująca się ściśle określonym rodzajem spraw, urzędnik prowadzący referat. 3. Stanowisko służbowe w Komendzie Głównej Policji, w komendach wojewódzkich i rejonowych. ***

Ale co poeta miał na myśli? Czy chodziło mu o reżysera gry, czy może o zwykłego rozgrywającego, a może o jakiegoś np. dystrybutora (podań)?!

Made_In_Brasil_LondonNiestety dla języka, a zapewne dla frajdy jego fanów i badaczy, podczas mistrzostw tego typu kwiatków pojawia się sporo. Może nawet starczyłoby na bukiet dla Włodzimierza Szaranowicza, szefa redakcji sportowej TVP?

BR, 24.06.2014 r.

PS Jest szansa, że się przesłyszałem i nasz ekspert popełnił o jeden błąd mniej; kto słyszał, niech pisze!

* T. Smokowski, Posiedzę z wami dziewięćdziesiąt minut, a potem mnie wyłączcie [w:] A. Skworz, A. Niziołek (red.), Biblia dziennikarstwa, Kraków 2010, s. 184.
** Idem, s. 183.
*** Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 35., pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2002, s. 329.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 26/06/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Życie ma sens tylko dlatego, że musimy umierać*: Tadeusz Różewicz

Wiadomość o śmierci Poety zastała mnie w podróży. W gazetach publikowano wspomnienia, analizy twórczości, kalendaria i nekrologi. Duże i małe zdjęcia, czasem jakiś wiersz w całości. A ja nie miałem dostępu do książek, do wierszy, ważnych i potrzebnych. W takich chwilach bogactwo Internetu okazuje się pozorne, bo nie można znaleźć tych ulubionych i cennych wersów, jest się skazanym na wybory innych. A przecież ten pierwszy wiersz, wycięty z „Płomyka”, mam wklejony do zeszytu z własnymi wyrobami wierszopodobnymi. Przynosi słowa, w których przez lata odnajdywałem siebie.

Nie śmiem

Spustoszony
przez śmiech i słowa
pobity przez
małe uczucia i rzeczy
przez pół miłości
i pół nienawiści
tam gdzie trzeba krzyczeć
mówię szeptem

Znacie ten głos
łamie się w suchej krtani
jak trzcina
stare wiersze opadają ze mnie
o nowych nie śmiem jeszcze marzyć
o nowej poezji
którą
można przeczuć
w chwili szczęśliwej

(z tomu „Czas, który idzie”, 1951)

Wieżyczki kaset skrywają inny skarb – nagranie „Tadeusz Różewicz czyta swoje wiersze”. Słucham, głos poety jest spokojny i pewny, jest tu i mój wiersz, pod numerem 16. Zerkam na regał i widzę grzbiety tomów Różewicza – w tym dwóch z autografami zdobytymi 15 lat temu podczas Warszawskich Targów Książki. Pamiętam, że gdy stanąłem twarzą w twarz z Poetą wydusiłem z siebie tylko jedno zdanie-hołd, za które Różewicz skromnie podziękował.

IMG_4966To był czas, kiedy poezja pozwalała przetrwać, stawiała pytania i/lub dawała odpowiedzi, skłaniała do refleksji.

Cierń

nie wierzę
nie wierzę od przebudzenia
do zaśnięcia

nie wierzę od brzegu do brzegu
mojego życia
nie wierzę tak otwarcie
głęboko
jak głęboko wierzyła
moja matka

nie wierzę
jedząc chleb
pijąc wodę
kochając ciało

nie wierzę
w jego świątyniach
kapłanach znakach

nie wierzę na ulicy miasta
w polu w deszczu
powietrzu
złocie zwiastowania

czytam jego przypowieści
proste jak kłos pszenicy
i myślę o bogu
który się nie śmiał

myślę o małym
bogu krwawiącym
w białych
chustach dzieciństwa

o cierniu który rozdziera
nasze oczy usta
teraz
i w godzinie śmierci

(z tomu „Regio”, 1969)

Jakiś czas później poezja na długo odeszła w cień. Półki uginały się od książek, pojawiały się bibliofilskie zdobycze, ale od poezji byłem daleko. Kontaktowałem się z nią niemal jedynie poprzez kolejne tomy Tadeusza Dąbrowskiego. Na dobre wróciłem do poezji przed trzema laty dzięki wierszom Adama Zagajewskiego, który ostatnio powiedział m.in. „Wiersz różewiczowski jest pozornie łatwy, miał legion naśladowców, ale on chyba jest jak coca-cola: nie da się go podrobić. Różewicz wymyślił ten prosty dyskurs poetycki i mówił nim prawie do końca. Po tym się poznaje, że mówi mistrz.”**

Wiedza

Nic nigdy nie zostanie
wytłumaczone
nic wyrównane
nic wynagrodzone

nic nigdy

czas niczego nie uleczy
rany nie zabliźnią się
słowo nie wejdzie
na miejsce słowa

groby nie zarosną trawą
umarli umrą
i nie zmartwychwstaną

świat się nie skończy

poezja powlecze się
dalej
w stronę Arkadii
albo w stronę drugą

(z tomu „Na powierzchni poematu i w środku. Nowy wybór poezji”, 1983)

Marcin Sendecki napisał, że kiedy umiera wielki poeta, można ofiarować mu już tylko pamięć i parę słów.** A ponieważ to przede wszystkim dzięki Różewiczowi wielbię słowa, na koniec wiersz, który najbardziej pasuje do tego bloga:

Słowa

słowa zostały zużyte
przeżute jak guma do żucia
przez młode piękne usta
zamienione w białą
bańkę balonik

osłabione przez polityków
służą do wybielania
zębów
do płukania jamy
ustnej

za mojego dzieciństwa
można było słowo
przyłożyć do rany
można było podarować
osobie kochanej

teraz osłabione
owinięte w gazetę
jeszcze trują cuchną
jeszcze ranią

ukryte w głowach
ukryte w sercach
ukryte pod sukniami
młodych kobiet
ukryte w świętych księgach
wybuchają
zabijają

(z tomu „Wyjście”, 2004)

Żegnaj, Mistrzu.

BR, 26.04.2014 r.

* Tytuł zaczerpnąłem z wiersza „Ostatnia rozmowa” z tomu „Wyjście” (2004)
** „Gazeta Wyborcza”, nr 96., 25.04.2014 r.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 27/04/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Grupa trzymająca władzę: kamaryla

Gdy w styczniu pisałem o majdanie, Ukraina była w przededniu krwawych wydarzeń, dziś sytuacja wydaje się nieco lepsza. I choć nadal pachnie prochem, to coraz więcej mówi się o gospodarce i ekonomii. Pisze o tym również Grzegorz Cydejko w nowym numerze magazynu „Forbes”: Wprowadzenie sankcji osobowych i finansowych dla winnych masakry i popierających prezydenta oligarchów to wstęp do zmiany ekipy blokującej Ukrainę, czego od miesięcy żąda Euromajdan. Nacisk ten może być skuteczny pod warunkiem solidarności w akcji przeciwko kamaryli rządzącej.*

Kamaryla kojarzy mi się z camorrą, neapolitańską mafią i pewnie jest coś na rzeczy, pomijając południowoeuropejski źródłosłów obu terminów. Kamaryla jest to bowiem grupa osób stojących blisko osoby mającej w swych rękach władzę, wyzyskujących swoje stanowiska i wpływy dla robienia intryg, uprawiania stronniczej polityki, klika.** A u Kopalińskiego to: intryganci, dworzanie z najbliższego otoczenia panującego, jego ulubieńcy, wywierający na niego wpływ zgubny dla spraw państwa.*** Te definicje jak ulał pasują nie tylko do sytuacji na Ukrainie, ale również do symbiozy jaka istnieje pomiędzy biznesem i polityką w Rosji.

Swoją drogą, dziwne, że kamaryla nie zrobiła kariery w naszym kraju. Wszak kilka lat temu jej synonimami ochoczo szafowali politycy ówczesnej partii rządzącej. Obok wymienionej już kliki, była także sitwa i – chyba najsłynniejszy – układ, który ostatnio odżył dzięki filmowi Ryszarda Bugajskiego („Układ zamknięty”, 2013). Jak się okazuje, polszczyzna dysponuje całkiem pokaźnym zasobem określeń różnego typu „grup trzymających władzę”. Mamy jeszcze koterię, kastę oraz dumnie i zachęcająco brzmiący klan, bynajmniej nie rodzinny, lecz biznesowy lub polityczny.

Ale jeszcze kilka słów o pochodzeniu kamaryli. Otóż, przywędrowała do nas z języka hiszpańskiego: camarilla czyli ‘mała sala’**, a wg Kopalińskiego znaczy dosł. ‘pokoik, gabinet; królewska rada gabinetowa’ i jest zdrobnieniem od cámara, czyli pokoju.*** We współczesnym słowniku terminy te oznaczają odpowiednio: klikę i komorę.**** Natomiast, jeśli chodzi o kontekst historyczno-polityczny, to kamaryla pojawiła się na początku XIX w., po powrocie na tron hiszpański króla Ferdynand VII w 1814 r.***** Nie był to władca miłościwie panujący, o czym przeczytać można w potężnej „Historii Hiszpanii”, którą polecam wszystkim odważnym******.

BR, 17.03.2014 r.

* Cydejko G., Ukraina przed odbudową, „Forbes” 2014, nr 3, s. 22-26.

** Doroszewski W. (red.), Słownik języka polskiego, t. I-XI, Warszawa 1958-1969, http://doroszewski.pwn.pl.

*** Kopaliński Wł., Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 249.

**** http://pl.pons.com/t%C5%82umaczenie?q=camarilla&l=espl&in=ac_es&lf=es, 15.03.2014 r., godz. 17:10.

***** Markiewicz H., Romanowski A., Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych, wyd. 2., popr. i rozszerzone, Kraków 2007, s. 496.

****** Baruque J. V., Ortiz A. D., Tuñón de Lara M., Historia Hiszpanii, Kraków 2012.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 17/03/2014 in Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

 
Wokabularz

Blog o słowach

Lalka Bolesława Prusa

Blog o dziewiętnastowiecznej powieści Bolesława Prusa pod tytułem "Lalka"

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.