RSS

Archiwa tagu: wyraz

Młodość, bogactwo i słowo!

Kilka tygodni temu kolejny raz oglądałem „Ojca Chrzestnego”. Wiadomo, klasyka.
Opowieść o człowieku, do którego wszyscy zwracali się o pomoc i nigdy nie doznawali zawodu, który nie składał czczych obietnic ani nie wymawiał się małodusznie, że ma ręce związane przez potężniejsze od siebie siły na świecie. (…) Było przyjęte, należało po prostu do dobrych obyczajów głosić, że jest się jego dłużnikiem i że ma prawo w każdej chwili zwrócić się o spłacenie długu jakąś drobną przysługą. [1]

Postać Vita Corleone przyszła mi na myśl, gdy czytałem „Króla” Szczepana Twardocha. Tutaj też jest ktoś, kto się wzbogaca na cudzym nieszczęściu, kto czasem pomaga, kto daje i zabiera. To Kum Kaplica, który rządzi na warszawskiej Woli, postać wzorowana na działaczu politycznym i jednocześnie gangsterze czasów międzywojnia Łukaszu Siemiątkowskim, ps. Tata Tasiemka. [2]

Główny bohater tak o nim mówi: Naprawdę nazywał się Jan Kaplica, a kumem został, bo każdemu, kto tylko zechciał jego przyjaźni, był przyjacielem, drogo sobie jednak swoją przyjaźń ceniąc. (…) Kum Kaplica był człowiekiem, na którego polecenie Jakub Szapiro zabił mojego ojca. Nie wyobrażałem sobie nawet, żeby ktoś taki jak Kum Kaplica, prawdziwy puryc, mógł zdawać sobie sprawę z istnienia mojego ojca, skromnego urzędnika administracji Lecznicy Żydowskiej i nieudanego sklepikarza. [3]

To gangsterskie wprowadzenie może być nieco mylące, bowiem puryc wcale nie oznacza bandziora, choć zdecydowanie może być uznane za epitet. Słowo to pochodzi z języka jidysz i oznacza: 1. przestarzale „człowieka zamożnego, bogatego; bogatego Żyda” lub 2. środowiskowo „odważnego złodzieja; złodzieja z doświadczeniem”. [4] Pierwszą definicję potwierdza m.in. słownik Doroszewskiego: „człowiek bogaty, znaczny; bogacz żydowski” [5], potwierdzenia tej drugiej nie znalazłem.

Szerzej, z uwzględnieniem kontekstu społecznego, sprawę przedstawia „Polski słownik judaistyczny”:
„puryc (purec) (jid.; hebr. poric, od p(e)ric = dziki, barbarzyński, okrutny, srogi) – początkowo określenie odnoszące się do człowieka gwałtownego, samowolnego, grabieżcy. W okresie staropolskim stało się synonimem słowa „szlachcic”, na co miały wpływ doświadczenia społeczności żydowskiej, zwłaszcza z czasów tzw. potopu wojen oraz rozkładu demokracji szlacheckiej. (…) W XIX w. ponownie nastąpiła zmiana zakresu znaczeniowego tego pojęcia i w ustach ortodoksów – zwłaszcza chasydów – zaczęło ono oznaczać żydowskiego zamożnego, wyemancypowanego zwolennika przemian kulturowych w duchu haskali [w uproszczeniu: w duchu nieortodoksyjnym i oświeceniowym – przyp. BR], a potem także akulturacji i asymilacji (również bogacza bądź „złotego młodzieńca”).” [6]

Biorąc pod uwagę wielokulturowość dawnej Warszawy, w której na początku lat 30. XX w. mieszkańcy wyznania mojżeszowego stanowili jedną trzecią ludności, jidysz był drugim językiem stolicy. [7] W takich warunkach dość naturalna stała się migracja słów pomiędzy językami. I tak jak wiele innych jidyszyzmów (belfer, cymes, rejwach) również ‘puryc’ przesiąkł do gwary warszawskiej, prawdopodobnie jeszcze w XIX w. i oznaczał po prostu młodzieńca. [8]

Młodzieniec zaś bywa odważny, czasem też dziki i okrutny. Oby tylko nie kradł, aby się wzbogacić.
Najlepiej niech kocha!

BR, 16.05.2017

[1] Puzo M., Ojciec Chrzestny, Warszawa 2012, Wyd. XV, s. 14.
[2] Więcej o tej postaci na http://dintojra.blogspot.com/2009/11/tata-tasiemka.html, dostęp: 11.05.2017, godz. 23.13.
[3] Twardoch Sz., Król, Kraków 2016, s. 23.
[4] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 35, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2002, s. 77.
[5] http://doroszewski.pwn.pl/haslo/puryc, dostęp: 11.05.2017, godz. 23.20.
[6] http://www.jhi.pl/psj/puryc_(purec), dostęp: 11.05.2017, godz. 23.40.
[7] Szymaniak K., Głosy przedwojennej Warszawy, wykład w Muzeum Historii Żydów Polskich, 27.06.2014 za:  http://www.polin.pl/sites/default/files/wyklad_glosy_przedwojennej_warszawy_karolina_szymaniak.mp3, dostęp: 12.05.2017, godz. 23.10.
[8] Wieczorkiewicz B., Słownik gwary warszawskiej XIX wieku, Warszawa 1966, s. 358 za: Myszor-Cieląg M., Nieznane listy Stefana Garczyńskiego do Antoniego Odyńca [W:] Colloquia Litteraria, nr 7 (2/2009), s. 88.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16/05/2017 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jaki znak twój?

Dziś będzie na poważnie i może nawet trochę politycznie… Otóż dawno, dawno temu, w roku 1954 została uchwalona Konwencja ONZ o statusie bezpaństwowców. Zgodnie z nią, bezpaństwowiec to osoba, która nie jest uważana za obywatela żadnego państwa, według obowiązującego na jego terytorium prawa. Bezpaństwowość może być spowodowana przez szereg różnorodnych czynników, takich jak np. kolizja krajowych systemów prawnych, przekazanie terytorium, ustawodawstwo dotyczące małżeństwa, praktyki administracyjne, dyskryminacja, brak świadectwa urodzenia. [1]

Nie ma precyzyjnych danych, ile osób żyje bez obywatelstwa – szacunki mówią o 10-12 milionach na całym świecie. W Polsce jest około 9000 osób bez ustalonego obywatelstwa i 2000 osób, które same siebie określają jako bezpaństwowców. To dane zebrane w ramach Narodowego Spisu Powszechnego [2], realna skala problemu jest zapewne znacznie większa. Co ciekawe, Polska jest jednym z niewielu państw w Europie, które nie przystąpiły do Konwencji. Jeśli ktoś chce zgłębić temat, to polecam stronę Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR).

A oto przyczyna mojego wywodu – cytat ze znakomitej książki „Przypadek Adolfa H.” Erica-Emanuela Schmitta, która opowiada alternatywne dzieje pewnego zbrodniarza:

Opaleni mizernym słońcem Adolf H., Bernstein i Neumann wylegiwali się przed barakiem sztabu generalnego. Pachniało smołą, sjestą i spoconymi stopami.
– Przegramy tę wojnę.
Neumann właśnie przeczytał wszystkie gazety zebrane po śmietnikach oficerskich.
– My? – wykrzyknął Bernstein. – Nie zaliczam się do żadnych „nas”, poza „nami trzema”. Dla mnie wyjść z wojny żywym to ją wygrać. Jeżeli wrócę z frontu, zapowiadam wam, że nie będę już Austriakiem ani przedstawicielem żadnej innej narodowości. Apatryda i pacyfista, oto kim wrócę. [3]

Słowo apatryda pochodzi od greckiego ápatris i dalej przez apátridos ‘pozbawiony ojczyzny’ i znaczy ni mniej, ni więcej: apolita, bezpaństwowiec, osoba nieposiadająca obywatelstwa żadnego państwa. [4] Apolita zaś to ‚bezdomny’ (gr. ápolis) [5]. Idąc dalej tym tropem, a może nawet sięgając do wiedzy ze szkoły średniej, przypominam sobie, że polis to starożytne miasto-państwo. I jestem w domu. Czy raczej bez niego.
A przecież każdy zasługuje na to, by mieć dom, którego symbolem w tym przypadku będzie paszport.
I nieważne, gdzie nasz apatryda się urodził, jaki ma kolor skóry i jaką religię wyznaje.
Banał? Nie sądzę.

BR, 18.12.2016

[1] http://www.rpo.gov.pl/pl/content/mswia-o-sytuacji-osob-nieposiadajacych-zadnego-obywatelstwa, dostęp: 10.12.2016 r., godz. 22.00.
[2] http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/lud_raport_z_wynikow_NSP2011.pdf, s. 97, dostęp: 10.12.2016 r., godz. 22.00.
[3] Schmitt E., Przypadek Adolfa H., Kraków 2012, Wyd. II, s. 214.
[4] Kopaliński Wł., Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 41.
[5] Ibidem, s. 42.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18/12/2016 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

 
Wokabularz

Blog o słowach

Lalka Bolesława Prusa

Blog o dziewiętnastowiecznej powieści Bolesława Prusa pod tytułem "Lalka"