RSS

Archiwa tagu: Orestes

Skaz naszych wina

To słowo chodzi za mną od kilku miesięcy. Wisiało nad biurkiem, potem na lampce, w końcu, przeskoczyło do roboczego pliku. Tymczasem słownik zdążył się rozleniwić i zakurzyć. A wszystko zaczęło się od filmu…

Chora na raka tarczycy Hazel poznaje Augustusa, który również nie cieszy się najlepszym zdrowiem. Nastolatkowie, bo to dość młodzieżowa jest opowieść, przechodzą razem trudne chwile w zmaganiach z chorobą (i uczuciem). Są inteligentni, wrażliwi i dzielni. Film momentami jest nawet niezły, ale dla mnie stał się istotny jego początek, a dokładniej, 13. minuta. Cytuję za książką, której adaptacją jest ten obraz, oba dzieła mają tytuł „Gwiazd naszych wina”:

(…) – W tym momencie Augustus Waters sięgnął do kieszeni i wyjął – Panie, zlituj się – paczkę papierosów. Otworzył ją i włożył papierosa do ust.
– Ty tak na poważnie? – zdumiałam się. – Uważasz, że to jest fajne? O Boże, właśnie wszystko zniszczyłeś.
– Jakie wszystko? – zainteresował się, patrząc na mnie. Niezapalony papieros zwisał z kącika jego nieuśmiechniętych ust.
– Całą sytuację, kiedy to chłopak, który nie jest nieatrakcyjny, nieinteligentny czy nie do zaakceptowania w jakiś szczególnie widoczny sposób, gapi się na mnie, rozumie niewłaściwe użycie dosłowności, porównuje mnie do aktorek i zaprasza do swojego domu na film. Ale oczywiście musi istnieć jakaś hamartia, a twoja polega na tym, że, mój Boże, chociaż miałeś cholernego raka, płacisz korporacji za szansę na to, aby wyhodować sobie kolejnego. O mój Boże! Zapewniam cię, że problemy z oddychaniem wcale nie są fajne. Totalnie się rozczarowałam. Totalnie.
– Hamartia? – zapytał, nadal z papierosem w ustach, przez co zaciskał zęby. Niestety miał piękną linię szczęki.
– Tragiczna skaza – wyjaśniłam, odwracając się od niego. Ruszyłam do krawężnika, zostawiając Augustusa z tyłu, i wtedy usłyszałam, że nieopodal rusza jakiś samochód. To była mama. Pewnie czekała, żebym się z kimś zaprzyjaźniła czy coś w tym rodzaju. (…) [1]

Tyle bohaterowie. Ale co na to słownik? Otóż, hamartia to wada charakteru; błąd, wina, grzech, błędne rozpoznanie własnej sytuacji, zwłaszcza przez bohatera tragedii, który fałszywie oceniając stan rzeczy, pogrąża się coraz bardziej, doprowadzając wreszcie do nieuniknionej katastrofy. – gr. ‘hamartanein’ ‘błądzić’ [2]

„Słownik terminów literackich” umieszcza bohatera-nosiciela w konkretnym kontekście: w tragedii antycznej wina tragiczna, wynikająca z błędnej oceny własnego położenia przez bohatera tragicznego. Działając w imię dobrych intencji popełnia on tragiczne zbłądzenie i coraz bardziej komplikuje swój los, co prowadzi do katastrofy. [3]

Doskonale rzecz przedstawia Arystoteles w swojej „Poetyce”, w której opisuje cechy bohatera tragicznego oraz zasady tragiczności. Przytaczam tylko interesujący dla sprawy fragment, ale polecam przeczytać przynajmniej rozdziały od 6. do 16.

Pięknie ułożona fabuła dramatyczna musi raczej posiadać jedno rozwiązanie, a nie dwa, jak niektórzy sądzą. Zmiana losu nie powinna w niej przebiegać z nieszczęścia w szczęście, lecz przeciwnie, ze szczęścia w nieszczęście, i to nie z powodu nikczemności, ale ze względu na jakieś wielkie zbłądzenie (αμαρτία) takiego bohatera, o jakim była mowa, i raczej lepszego niż gorszego. [4]

Arystoteles jako bohaterów tragicznych wymienia m.in. Edypa (tego od kompleksu), Orestesa (była o nim mowa przy okazji megiery), Telegonosa (syna Odyseusza, który nie rozpoznawszy ojca, zabił go). Skrótowy opis mitów o tych postaciach można znaleźć w przepastnym „Słowniku mitów i tradycji kultury” Władysława Kopalińskiego, w który zanurzam się zawsze z wielką przyjemnością. Ale trzeba uważać, bo zanurzenie może trwać nawet kilka godzin!

Myślę sobie, że hamartia nieprzypadkowo pojawia się w takim kontekście, bo sama mogłaby być nazwą jakiejś choroby. I całkiem możliwe, że wielu o tym „wirusie” myślało, rozpamiętując własne niepowodzenia i odwołując się do pecha czy niefartu, a tymczasem wystarczyło sięgnąć po mity i byłoby jasne, że to zwykła kraksa z losem.

BR, 08.06.2016 r.

[1] J. Green, Gwiazd naszych wina, Wrocław 2014, s. 25-26.
[2] Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 204.
[3] A. Popowska, P. Szeląg, K. Kotowski, Słownik terminów literackich, Kraków 2005,
http://www.bryk.pl/s%C5%82owniki/s%C5%82ownik_termin%C3%B3w_literackich/69234-hamartia_gr.html, dostęp 13.05.2016 r., godz. 21:00.
[4] Arystoteles, Retoryka. Poetyka, http://biblioteka.kijowski.pl/arystoteles/poetyka.pdf, dostęp 27.05.2016 r., godz. 22:35.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 08/06/2016 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Filmy i mity: megiera

– Dlaczego odeszła?
– Normalnie, bo to zła kobieta była…
– A ty jesteś bez winy?
– Ja jestem święty (…)

Franz Maurer był nie tyle święty, co świetny – zarówno za sprawą kreacji Bogusława Lindy, jaki i dialogów, w jakie uzbroił „Psy” Władysław Pasikowski. [1] Prawd o kobietach było w dyptyku Pasikowskiego całkiem sporo, niemal tyle samo co o odnowionej i demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej. Bohaterowie zdawali się nie podzielać obiegowej opinii, że kobiety to płeć piękna, słabsza i mądrzejsza. Rzucali epitetami na prawo i lewo, ale tak wysmakowanego nie zaserwowali:

Harriet rozejrzała się za Lwem i znalazła go siedzącego w kraciastym fotelu, z wyciągniętymi nogami i skrzyżowanymi na piersi rękami. Uśmiechnął się do niej i powiedział:
– Na otwarcie musisz zaprosić Pauline Kael
– Znam ją – oznajmiła Leah. – Prawdziwa megiera. – Wydała przez zęby wyjątkowo długi, piskliwy, znaczący świst, a Harriet wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. Ale to mogła być prawda. Jej ciotka poznała przeróżnych ludzi przez Lionela, choć z pewnością nie tylu, ilu mówiła. [2]

Pauline Kael to postać autentyczna – legendarna i kontrowersyjna krytyczka filmowa, która przez ponad dwie dekady pisała dla „New Yorkera”. Jej teksty były dowcipne i uszczypliwe [3], potrafiła być bezwzględna, ale zdarzało jej się również wychwalać pod niebiosa konkretne dzieła, reżyserów czy aktorów. Można wiele o niej powiedzieć, ale na pewno nie to, że była autorem bez wyrazu.

A megiera pochodzi od imienia Mégaira i oznacza kobietę złośliwą, kłótliwą, wulgarną, przeważnie starą i brzydką. Wśród kilkunastu wyrazów bliskoznacznych słownik podaje m.in. jędzę, wiedźmę, diablicę i czarownicę. [4] Owa Mégaira, a właściwie Megera to jedna erynii, czyli greckich bogiń – mścicielek przelanej krwi, zwłaszcza zbrodni popełnionych na bliskich krewnych. Przedstawiane są zwykle ze skrzydłami, rozwianymi włosami, w których wiły się węże, z pochodniami w rękach, z twarzami wykrzywionymi wściekłością. W literaturze pojawiają się najczęściej trzy: Alekto czyli Niestrudzona, Tysyfóne – Mścicielka i właśnie Megera czyli Wroga. Erynie ścigają Orestesa, który zabił swoją matkę Klitajmestrę współwinną śmierci Agamemnona, swojego męża, a ojca Orestesa. [5] Mit o Orestesie pojawia się w wielu dziełach literackich, zarówno starożytnych („Orestes” Eurypidesa czy „Oresteja” Ajschylosa), jaki i nowożytnych („Muchy” J.P.Sartre’a); obecny jest również w malarstwie („Orestes i Pylades” Pietera Lastmana, jednego z nauczycieli Rembrandta), w operze („Orestes” Domenico Cimarosy), a także w muzyce popularnej, np. „Orestes” zespołu A Perfect Circle. Na dziś to doskonała koda.

 

BR, 27.10.2014 r.

[1] http://scenariuszfilmowy.pl/polskie/33/445-psy, 26.10.2014, godz. 00:56.
[2] E. Hay, Garbo się śmieje, Warszawa 2004, s. 326.
[3] http://www.britannica.com/EBchecked/topic/309506/Pauline-Kael, 26.10.2014, godz. 01:06.
[4] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 20, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1999, s. 434.
[5] Wł. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2003, s. 289 i 885-886.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30/10/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

 
Wokabularz

Blog o słowach

Lalka Bolesława Prusa

Blog o dziewiętnastowiecznej powieści Bolesława Prusa pod tytułem "Lalka"