RSS

Grupa trzymająca władzę: kamaryla

Gdy w styczniu pisałem o majdanie, Ukraina była w przededniu krwawych wydarzeń, dziś sytuacja wydaje się nieco lepsza. I choć nadal pachnie prochem, to coraz więcej mówi się o gospodarce i ekonomii. Pisze o tym również Grzegorz Cydejko w nowym numerze magazynu „Forbes”: Wprowadzenie sankcji osobowych i finansowych dla winnych masakry i popierających prezydenta oligarchów to wstęp do zmiany ekipy blokującej Ukrainę, czego od miesięcy żąda Euromajdan. Nacisk ten może być skuteczny pod warunkiem solidarności w akcji przeciwko kamaryli rządzącej.*

Kamaryla kojarzy mi się z camorrą, neapolitańską mafią i pewnie jest coś na rzeczy, pomijając południowoeuropejski źródłosłów obu terminów. Kamaryla jest to bowiem grupa osób stojących blisko osoby mającej w swych rękach władzę, wyzyskujących swoje stanowiska i wpływy dla robienia intryg, uprawiania stronniczej polityki, klika.** A u Kopalińskiego to: intryganci, dworzanie z najbliższego otoczenia panującego, jego ulubieńcy, wywierający na niego wpływ zgubny dla spraw państwa.*** Te definicje jak ulał pasują nie tylko do sytuacji na Ukrainie, ale również do symbiozy jaka istnieje pomiędzy biznesem i polityką w Rosji.

Swoją drogą, dziwne, że kamaryla nie zrobiła kariery w naszym kraju. Wszak kilka lat temu jej synonimami ochoczo szafowali politycy ówczesnej partii rządzącej. Obok wymienionej już kliki, była także sitwa i – chyba najsłynniejszy – układ, który ostatnio odżył dzięki filmowi Ryszarda Bugajskiego („Układ zamknięty”, 2013). Jak się okazuje, polszczyzna dysponuje całkiem pokaźnym zasobem określeń różnego typu „grup trzymających władzę”. Mamy jeszcze koterię, kastę oraz dumnie i zachęcająco brzmiący klan, bynajmniej nie rodzinny, lecz biznesowy lub polityczny.

Ale jeszcze kilka słów o pochodzeniu kamaryli. Otóż, przywędrowała do nas z języka hiszpańskiego: camarilla czyli ‘mała sala’**, a wg Kopalińskiego znaczy dosł. ‘pokoik, gabinet; królewska rada gabinetowa’ i jest zdrobnieniem od cámara, czyli pokoju.*** We współczesnym słowniku terminy te oznaczają odpowiednio: klikę i komorę.**** Natomiast, jeśli chodzi o kontekst historyczno-polityczny, to kamaryla pojawiła się na początku XIX w., po powrocie na tron hiszpański króla Ferdynand VII w 1814 r.***** Nie był to władca miłościwie panujący, o czym przeczytać można w potężnej „Historii Hiszpanii”, którą polecam wszystkim odważnym******.

BR, 17.03.2014 r.

* Cydejko G., Ukraina przed odbudową, „Forbes” 2014, nr 3, s. 22-26.

** Doroszewski W. (red.), Słownik języka polskiego, t. I-XI, Warszawa 1958-1969, http://doroszewski.pwn.pl.

*** Kopaliński Wł., Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 249.

**** http://pl.pons.com/t%C5%82umaczenie?q=camarilla&l=espl&in=ac_es&lf=es, 15.03.2014 r., godz. 17:10.

***** Markiewicz H., Romanowski A., Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych, wyd. 2., popr. i rozszerzone, Kraków 2007, s. 496.

****** Baruque J. V., Ortiz A. D., Tuñón de Lara M., Historia Hiszpanii, Kraków 2012.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 17/03/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Jednym słowem Ukraina: majdan

Niemal dokładnie rok temu skończyłem pisać pierwszy tekst na bloga, który jeszcze wtedy nie był nawet w planach. Hasło przewodnie: Codziennie jedno słowo! stało się dla mnie wytrychem, który pozwolił mi na nowo dostać się do pisania. A skoro tak, to w ramach noworocznych postanowień – mam nadzieję, że jeszcze nie minął termin ich składania – obiecuję, że napiszę co najmniej 12 tekstów w tym roku. Słów mi na pewno wystarczy, a jedno publiczne postanowienie niechaj będzie skuteczniejsze niż dziesiątki tych powziętych w zaciszu własnego sumienia. Zatem, do dzieła!

A dziś dzieło będzie upolitycznione. Za sprawą naszych wschodnich sąsiadów, po niemal dekadzie, na czołówki gazet powróciło słowo majdan. Choć zapewne wiele osób, chcąc nie chcąc, słyszało w ostatnich latach wiele o Radosławie Majdanie, to bynajmniej nie o byłego piłkarza chodzi, ale o Plac Niepodległości w Kijowie, na którym rozgrywa się najnowsza historia Ukrainy. Wiele wyjaśnia już ta skrótowa nazwa tego miejsca, bowiem ‘majdan’ to plac obozowy, dla targu i dla rady, otoczony namiotami. Od tej definicji Brücknera minęło niemal 90 lat, ale do aktualnej sytuacji pasuje niemal idealnie. A dalej mamy tak: później wszelki podobny ‘rynek’, szczególnie w lasach, przy trzebieży, pędzeniu smoły. Słowo pojawiło się w polszczyźnie w XVII w. i pochodzi od tureckiego medjan, który ma swoje źródło w języku perskim*, a według PSWP pośredniczył w tym procesie również język ukraiński.**

Na różnych majdanach często pojawiają się bohaterowie Sienkiewiczowskiej „Trylogii”. Jedna z najważniejszych scen mojego ulubionego „Potopu” rozgrywa się właśnie na majdanie. Oto Kmicic, przejrzawszy wreszcie na oczy, postanawia porwać księcia Bogusława Radziwiłła. Proponuje mu przejażdżkę na swoim znakomitym koniu i w jej trakcie uprowadza Bogusława.

Między samą kuźnią a drogą rozciągał się niewielki majdan, nie ogrodzony płotem, z rzadka porosły wydeptaną trawą; szczątki wozów i popsowane koła leżały rozrzucone tu i owdzie na owym majdanie, ale z przejezdnych nie było nikogo, jeno koń Soroki stał przywiązany do słupa. (…)

Zanim inni mogli zrozumieć, co się stało, zanim odetchnęli, zanim okrzyk zgrozy zamarł na ich wargach, Bogusław roztrącił ich jak burza, wypadł z majdanu na drogę i pomknął wichrem ku Pilwiszkom.***

Niestety, zniewieściały książę Bogusław okazał się niezłym chojrakiem i wyswobodził się z opresji, raniąc Kmicica i zabijając trzech jego ludzi.

Drugą definicją i właściwie w polszczyźnie pierwszą i dominującą jest potoczne określenie dużej ilości bagażu, rzeczy, tobołów.** Chyba każdy z nas kiedyś narzekał, że ktoś rozłożył się ze swoim majdanem w niewłaściwym miejscu, tudzież musiał zwijać własny majdan.

Do czasu pomarańczowej rewolucji było to znaczenie numer jeden, im goręcej na Majdanie, tym częściej się on przewija i umacnia w naszym języku. Oczywiście, gdy chodzi o ten konkretny Majdan, to zastosowanie ma wielka litera.

Co ciekawe, w PSWP znaczenia majdanu związane z placem i przestrzenią są rozbite na trzy różne definicje: 1. wykarczowana polana w lesie, na której obrabia się drewno na budulec; 2. rzadki w urbanistyce muzułmańskiej: duży plac służący do przeglądów wojskowych, ćwiczeń, handlu, gier itp.; 3. rzadki, regionalny plac we wsi, warowni, obozie wojskowym itp.

W tym słowniku, podobnie jak u Kopalińskiego**** pojawia się również zupełnie inny majdan, czyli środkowa część łęczyska, za którą łucznik trzyma łuk.**

Kiedyś mieliśmy nowomowę, później maksymy Lecha Wałęsy, a teraz Majdan. Władza wpływa na rzeczywistość, również na język. Oby zawsze siłą perswazji, a nie perswazją siły.

 BR, 23.01.2014 r.

 * A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957, s. 318.

** Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 20, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1999, s. 124. (PSWP)

*** H. Sienkiewicz, Potop, T. 1, Warszawa 1988, s. 376-377.

**** Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 311.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 25/01/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Sukces ma wielu gratulantów

Nie od dziś wiadomo, że Polacy potrafią się bawić – obok piłki nożnej i narzekania to jedna z naszych dyscyplin narodowych. Każda okazja jest dobra, a tym bardziej wszelkie -iny: urodziny, chrzciny, imieniny, no i zaślubiny! Dzięki portalom społecznościowym poprawiliśmy swoje wyniki również w dziedzinie składania życzeń. Pewien mój kolega, w odpowiedzi na zestaw wirtualnych życzeń urodzinowych podziękował wszystkim zainteresowanym tymi słowami: “Dziękuję i pozdrawiam Was serdecznie, moi mili gratulanci!” Zaciekawiony sięgnąłem po słownik.

Otóż, gratulant z łac. gratulantis przez niemiecki Gratulant; wychodzący z użycia: osoba składająca komuś gratulacje.* Znaczenie jasne i klarowne. Choć akurat w tym wypadku można byłoby dyskutować o tym, czy wyraz został użyty właściwie, bo gratulujemy raczej dopiero wtedy, gdy ziszczą się składane wcześniej życzenia. Ale tym razem dużo bardziej zaciekawiła mnie konstrukcja nowo poznanego słowa, a dokładniej funkcja przyrostka -ant.

Najpierw pomyślałem, że jest to jeden z sufiksów występujących w kategorii rzeczowników odczasownikowych określających wykonawców czynności. Jednak, o ile jeszcze gratulant czy szyfrant faktycznie wykonują dość konkretne czynności, o tyle trudno to powiedzieć o figurancie czy pedancie. Drugim pomysłem były tzw. rzeczowniki charakterystyczne, wśród których są również nazwy zawodów i zajęć ludzi, np. aptekarz, skrzypek, cukiernik, klarnecista. ** Ale tu też nie zgadzał się zestaw przyrostków.

Wreszcie, po przejrzeniu kilku podręczników gramatyki i przeszukaniu zasobów internetowej poradni językowej PWN, dzięki nominantowi (temu, który nominuje kogoś do nagrody) wpadłem na trop gratulanta.

Jak wyjaśnia prof. Mirosław Bańko, wyrazy zakończone na -ant (najczęściej pochodzenia łacińskiego) mają znaczenie kategorialne, czyli ‘ten, kto wykonuje czynność wskazaną przez podstawowy czasownik’: aplikant, bumelant, debiutant, defraudant, emigrant, fatygant, hospitant, intrygant, komendant, konsultant, kooperant, krytykant, lawirant, manifestant, okupant, partycypant, projektant, protokolant, reprezentant, ryzykant, sekundant, spekulant, symulant, żyrant.
Wyrazy o tym samym znaczeniu kategorialnym miewają także zakończenie -ent, np. pretendent, producent, subskrybent, na -at kończą się zaś wyjątkowo (np. kandydat, pasjonat) i rywalizują w tej grupie z rzeczownikami o znaczeniu ‘ten, kto podlega czynności wskazanej przez podstawowy czasownik’ (np. delegat, nominat). Wśród rzeczowników odczasownikowych na -ant prawie nie ma takich, które by wskazywały obiekt czynności (do wyjątków należą aresztant i ewakuant).***

Gratuluję wszystkim “-antom”, którzy wykonują pozytywne czynności i życzę wielu sukcesów w nadchodzącym roku!

BR, 30.12.2013 r.

* Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 13, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1997.

** P. Bąk, Gramatyka języka polskiego, Warszawa 1978, wyd. II, s. 195-196.

*** http://poradnia.pwn.pl, 29.12.2013 r., godz. 18:30 (hasło ‘nominant’ z dnia 22.11.2008 r.)

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 30/12/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , ,

Granie, tkanie i zwiedzanie: bardo

Czasami zastanawiam się, czy nie mówię zbyt wiele. Za dużo słów, a za mało znaczenia i mocy. Być może, gdyby każde słowo było punktowane jak w scrabble, wypowiadanie ich wymagałoby większej odpowiedzialności i wzmożonego wysiłku? Przynajmniej tak dużego, jak ten włożony we wpasowanie liter w zastaną na planszy krzyżówkę. Podczas jednej z partii długo się męczyłem, by ułożyć cokolwiek. Jedynym możliwym wyrazem wydawało się bardo. Nie byłem jednak przekonany, czy poza Bardem istnieje też bardo. W sukurs przyszedł mi słownik SJP.pl.

Otóż, ‘bardo’ to zespół nicielnic krosna potrzebnych do wytworzenia określonej tkaniny; grzebień tkacki, płocha, przybijaczka.* A nicielnica to część krosna w postaci metalowej lub drewnianej ramy, na której rozpięte są struny z oczkami w środku, przez które przewleczone są poszczególne nitki osnowy.** Zaliczone.

Natomiast Bardo to urokliwe miasteczko na ziemi kłodzkiej otoczone Górami Bardzkimi, które słynie przede wszystkim z Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej i znajdującej się tam XII-wiecznej figury Matki Bożej. Ale skarbów jest dużo więcej – choćby most kamienny na Nysie Kłodzkiej, którego historia sięga XVI w. No i oczywiście piękny widok rozciągający się z wnoszącej się nad miastem Bardzkiej Góry (582 m n.p.m.). Bardo jest bardzo!

20131201_Bardo_01

Bard – tych pisanych wielką literą – jest dużo więcej, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Ale chyba właśnie o to dolnośląskie pytali twórcy gry „Słowo do słowa”.

20131201_Bardo_02

W trakcie semantycznych poszukiwań natrafiłem również na trzecie bardo. Spotykane również w wersji bar do. Termin ten, pochodzący z języka tybetańskiego, oznacza ‘stan pośredni’, czyli okres między śmiercią a ponownym odrodzeniem.*** Wtedy to “świadomej zasadzie” zmarłego ukazują się piękne albo straszne wizje będące odbiciem jego karmy. **** Po szczegóły odsyłam do nauk buddyzmu Diamentowej Drogi.

Mocne postanowienie na przyszły rok – mniej mówić, więcej grać w scrabble!

BR, 29.11.2013 r.

* SJP.pl , http://sjp.pl/bardo, 27.11.2013 r., 20:15
** Uniwersalny słownik języka polskiego, http://usjp.pwn.pl, 27.11.2013 r., 20:16
***  http://slownik.norbu.pl/index.php/Bardo, 27.11.2013 r., 20:17
**** Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000

 
1 komentarz

Posted by w dniu 01/12/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , ,

Dziwny jest ten świat: idolatria

Jesień w pełni, o lecie pamiętają już tylko najwięksi optymiści. A festiwal w Opolu (czyli Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej), stanowiący zwykle preludium do lata, wspominają już chyba tylko pracownicy biura programowego TVP. Dołączyłem do nich przy okazji lektury sierpniowego „Zwierciadła”, które, jak to często bywa z miesięcznikami, przeczytałem z kilkutygodniowym opóźnieniem. Natknąłem się w nim na rozmowę z Natalią Niemen, największą lub też najgłośniejszą bohaterką tegorocznego KFPP.

Czytałem raczej beznamiętnie, nie wnikając w walory artystyczne występu Pani Natalii, ani nie zajmując sobie głowy tym, czy ludzi dobrej woli jest więcej. Było to swego rodzaju czytelnicze otępienie, z którego wyrwało mnie nowe słowo: idolatria. Otóż, takim terminem Pani Niemen określiła stosunek wielu ludzi do jej ojca. Terminem raczej rzadkim, choć brzmiącym znajomo. Bo przecież każdy z nas miał kiedyś jakiegoś idola…

Choć w tym wypadku niekoniecznie mamy do czynienia z „osobą publiczną cieszącą się szczególną popularnością, uwielbianą i otaczaną kultem przez pewne kręgi publiczności”*. Chodzi raczej o drugie znaczenie, religioznawcze. I tak ‘idolatria’ lub też ‘idololatria’ z greckiego eidololatreía: „oddawanie czci idolom – przedmiotom wyobrażającym bóstwa; bliskoznaczne: bałwochwalstwo, fetyszyzm, deifikacja, ikonoklazm, kult bożków.”* Podobnie, choć nad wyraz lapidarnie, ma się rzecz u Kopalińskiego**, a Doroszewski*** dodał kwalifikator rzadko używany. Zresztą, autor wywiadu, spodziewając się, że słowo może nie być zrozumiałe objaśnił je przystępniejszym synonimem, bałwochwalstwem właśnie. Oczywiście, w encyklopedii czy leksykonie religii znajdziemy fachowe rozróżnienia i wykładnie, ale to już każdy sobie.

A bałwochwalstwo w znaczeniu potocznym to przecież nic innego, jak ślepe uwielbienie kogoś lub czegoś. I z jednej strony mamy dekalog i jego pierwsze przykazanie, a z drugiej ludzką potrzebę bycia podziwianym i pęd do sławy, co wprost wyraził Bogdan Olewicz w „Autobiografii” Perfectu: „Oto wyśnił się wielki mój sen/ Tysięczny tłum/ Spija słowa z mych ust/ Kochają mnie”.

Jakby na to nie patrzeć, jak zawsze na pomoc przychodzi rozsądek, bo wbrew staropolskiemu przysłowiu – od nadmiaru głowa boli. Chwały i uwielbienia też.

BR, 30.09.2013 r.

* Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 14, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1998
** Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000
*** Słownik języka polskiego, t. 1-11, pod red. Witolda Doroszewskiego, Warszawa 1997, http://doroszewski.pwn.pl

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 15/10/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Nóż w bułce: misić

Sobotnie przedpołudnia to czas śniadań. Tego lata było ich wyjątkowo dużo.
Leniwy poranek nabierał rumieńców dopiero z pierwszymi łykami herbaty i kęsami świeżej bułki. I nie byłoby pewnie o czym pisać, gdyby nie narzędzie, bez którego przy śniadaniu trudno się obyć. Nóż.

Krzątamy się po kuchni i w pewnym momencie K. sięga po nóż. Stary, duży, tępy. W odróżnieniu od nowego, dużego, ostrego. Pochylony nad zlewem rzucam przez ramię:
- Tym nożem to można żaby misić.
- Słucham? – pyta K. z mieszaniną zdziwienia i rozbawienia.
Uśmiecham się i mówię, że nóż jest tępy.

Dotychczas nie zdawałem sobie sprawy z tego, że import-eksport słów przebiega tak płynnie.
Tym razem transport dotarł z mojego domu rodzinnego. A dokładnie z pogranicza Mazur i Mazowsza, na którym mieszkała moja babcia, bo to ona – jak ustaliłem po krótkim śledztwie – jest źródłem tego powiedzenia. Niestety, nie mogę jej spytać o szczegóły, sięgam więc po słownik.

Na początek tradycyjnie po ten wielotomowy prof. Zgółkowej – niestety, pudło. U Szymczaka* też nie znajduję. Ratuje poczciwy Doroszewski**, no i Brückner***. A zatem mamy: misić, gwarowo: kastrować, trzebić zwierzę. Mocne. W swojskim powiedzeniu nie brzmi tak brutalnie.
W drugim słowniku też jest konkretnie: wałaszyć, czyli kastrować ogiera. I autor odsyła do czeskiego ‘miszkati’, a jeszcze dalej – co jest zaskakujące zapewne nie tylko dla mnie – do mnicha! Swoją drogą mnich to dopiero ma źródłosłów!

Szukam dalej – zarówno w „Korpusie PWN”, jak i w „Narodowym Korpusie Języka Polskiego” nie ma ani jednego przykładu użycia formy ‘misić’! W internetowych słownikach gwar również brak tropu. Doroszewski podpiera się cytatem z powieści Władysława Kowalskiego, komunistycznego działacza, który urodził się w okolicach Rawy Mazowieckiej: A umiecie koguty misić? – zakpił patrząc we wstydliwe przybladłe oczy Skowrońskiej („W Grzmiącej”, Warszawa 1949). I to właściwie wszystko. A ponieważ zacięcie badacza zagubiłem gdzieś na 3. roku studiów, to zadowalam się tym, co mam.

Ale jeśli ktoś zna to słowo lub miał okazję wałaszyć, tudzież zna inne zastosowania misienia (miszenia?), to proszę komentować. I na wszelki wypadek porządnie ostrzyć noże!

BR, 28.08.2013 r.

* Słownik języka polskiego, t. 1-3, pod red. Mieczysław Szymczak, Warszawa 1978-1981
** Słownik języka polskiego, t. 1-11, pod red. Witolda Doroszewskiego, Warszawa 1997, http://doroszewski.pwn.pl
*** A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 04/09/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , ,

Piłkarski prezent: kompleksja

Drugi tekst jest jak druga płyta, im bardziej udany był debiut, tym gorzej dla twórcy… Pierwsze zdania, jeszcze bez konkretnego celu, spływały gładko i wygodnie mościły się w akapitach. Myśli zaś formułowały się jasno i klarownie. Oczywiście, pomógł inspirujący wywiad z Jerzym Stuhrem, ale mimo wszytko było łatwiej, a wyszło całkiem przyzwoicie. A teraz? O czym napisać, które słowo wybrać, gdzie szukać inspiracji? A gdy już będzie słowo i natchnienie, to przecież trzeba jeszcze tekst właściwie poprowadzić i tak długo cyzelować, by nie przyniósł wstydu swojemu starszemu bratu. I mojemu.

Najpierw było słowo z kolejnego wywiadu – sprawdziłem i zaznaczyłem, tak na wszelki wypadek. Później było gorzej – mijały dni, tygodnie, miesiące i nic. Setki stron, tysiące zdań, miliony wyrazów. I wreszcie jest! W najmniej spodziewanym momencie, bo podczas meczu Meksyku z Włochami rozgrywanego w ramach piłkarskiego Pucharu Konfederacji. Meczów oglądam sporo, ale komentatorzy raczej polszczyznę kaleczą niż ją pieszczą. Podobnie, jak ich goście –  najczęściej byli piłkarze, którzy owszem, gwarantują językowe fajerwerki, ale zwykle są to niewypały. Lecz tym razem miałem szczęście, bo gościem był dziennikarz i publicysta Tomasz Wołek. A on polszczyzną włada piękną i zupełnie nieświadomie zrobił mi prezent. Otóż, powiedział o pewnym zawodniku, że jest on drobniejszej kompleksji niż jego ojciec, który również był w przeszłości piłkarzem i to całkiem niezłym.

Kompleksja to staropolskie określenie budowy ciała*. I tak na przykład opisywano polskiego chłopa w XIX w.: Co się tyczy kompleksyi: silnej budowy, po większej części niezbyt wielkiej tuszy, ale owszem suchy i zawiędły. (St. Miłkowski, „Opis Królestwa Polskiego pod względem geografii, statystyki i historyi”). Ale kompleksji używano również do określania czyjegoś usposobienia lub temperamentu.** Znawcą tychże okazał się barokowy poeta Stanisław Samuel Szemiot, który różnym typom ludzkiej natury poświecił wiersz „Cztyry kompleksyje ludzkie, które uważywszy, każdy swą naturę zrozumieć może”.

Co ciekawe, dobrze nam znany i nielubiany kompleks ma ten sam źródłosłów. Wszystkie nasze kompleksy, nie tylko te dotyczące ciała, wzięły się od łacińskich rzeczowników complexus ‘otoczenie’ i complexio ‘połączenie; związek’. Związku kompleksji z kompleksami nietrudno się doszukać. Drugi dokucza pierwszemu, zupełnie jakby były rodzeństwem. A ja się cieszę, bo mam słowo. I już rozglądam się za kolejnym.

BR, czerwiec 2013

PS Merytorycznie nie poszło Panu Tomaszowi najlepiej, bowiem meksykański piłkarz Giovani dos Santos, o którym była mowa jest synem brazylijskiego gracza Zizinho, a nie Rivaldo, najlepszego piłkarza świata A.D. 1999. Ale kompleksja zaliczona!

* Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 17, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1998
** Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 12/08/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , ,

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.