RSS

Filmy i mity: megiera

- Dlaczego odeszła?
– Normalnie, bo to zła kobieta była…
– A ty jesteś bez winy?
– Ja jestem święty (…)

Franz Maurer był nie tyle święty, co świetny – zarówno za sprawą kreacji Bogusława Lindy, jaki i dialogów, w jakie uzbroił „Psy” Władysław Pasikowski. [1] Prawd o kobietach było w dyptyku Pasikowskiego całkiem sporo, niemal tyle samo co o odnowionej i demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej. Bohaterowie zdawali się nie podzielać obiegowej opinii, że kobiety to płeć piękna, słabsza i mądrzejsza. Rzucali epitetami na prawo i lewo, ale tak wysmakowanego nie zaserwowali:

Harriet rozejrzała się za Lwem i znalazła go siedzącego w kraciastym fotelu, z wyciągniętymi nogami i skrzyżowanymi na piersi rękami. Uśmiechnął się do niej i powiedział:
- Na otwarcie musisz zaprosić Pauline Kael
- Znam ją – oznajmiła Leah. – Prawdziwa megiera. – Wydała przez zęby wyjątkowo długi, piskliwy, znaczący świst, a Harriet wpatrywała się w nią z niedowierzaniem. Ale to mogła być prawda. Jej ciotka poznała przeróżnych ludzi przez Lionela, choć z pewnością nie tylu, ilu mówiła. [2]

Pauline Kael to postać autentyczna – legendarna i kontrowersyjna krytyczka filmowa, która przez ponad dwie dekady pisała dla „New Yorkera”. Jej teksty były dowcipne i uszczypliwe [3], potrafiła być bezwzględna, ale zdarzało jej się również wychwalać pod niebiosa konkretne dzieła, reżyserów czy aktorów. Można wiele o niej powiedzieć, ale na pewno nie to, że była autorem bez wyrazu.

A megiera pochodzi od imienia Mégaira i oznacza kobietę złośliwą, kłótliwą, wulgarną, przeważnie starą i brzydką. Wśród kilkunastu wyrazów bliskoznacznych słownik podaje m.in. jędzę, wiedźmę, diablicę i czarownicę. [4] Owa Mégaira, a właściwie Megera to jedna erynii, czyli greckich bogiń – mścicielek przelanej krwi, zwłaszcza zbrodni popełnionych na bliskich krewnych. Przedstawiane są zwykle ze skrzydłami, rozwianymi włosami, w których wiły się węże, z pochodniami w rękach, z twarzami wykrzywionymi wściekłością. W literaturze pojawiają się najczęściej trzy: Alekto czyli Niestrudzona, Tysyfóne – Mścicielka i właśnie Megera czyli Wroga. Erynie ścigają Orestesa, który zabił swoją matkę Klitajmestrę współwinną śmierci Agamemnona, swojego męża, a ojca Orestesa. [5] Mit o Orestesie pojawia się w wielu dziełach literackich, zarówno starożytnych („Orestes” Eurypidesa czy „Oresteja” Ajschylosa), jaki i nowożytnych („Muchy” J.P.Sartre’a); obecny jest również w malarstwie („Orestes i Pylades” Pietera Lastmana, jednego z nauczycieli Rembrandta), w operze („Orestes” Domenico Cimarosy), a także w muzyce popularnej, np. „Orestes” zespołu A Perfect Circle. Na dziś to doskonała koda.

 

BR, 27.10.2014 r.

[1] http://scenariuszfilmowy.pl/polskie/33/445-psy, 26.10.2014, godz. 00:56
[2] E. Hay, Garbo się śmieje, Warszawa 2004, str. 326.
[3] http://www.britannica.com/EBchecked/topic/309506/Pauline-Kael, 26.10.2014, godz. 01:06
[4] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 20, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1999, s. 434.
[5] Wł. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa 2003, s. 289 i 885-886.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 30/10/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Subiekt plenipotentem parweniusza

To była miłość od pierwszego przeczytania. Miłość młodzieńcza i naiwna, jakiej zaznać może licealista-idealista, dla którego zmienianie świata wydaje się potrzebą pierwszą i pilną. Droga do celu wymagała dużo odwagi i straceńczej naiwności. Któż inny w takiej chwili mógł się wydać bratem, jeśli nie romantyczny pozytywista Wokulski? Poczułem powinowactwo duchowe, które wciąż trwa, choć naiwności dziś brak, a z charakteru Wokulskiego – po kolejnych lekturach i serialu (mistrzowskie trio Braunek-Kamas-Pawlik!) – wypreparowałem na swój własny użytek głównie cechy pozytywistyczne. Ale przecież nie o Wokulskim będzie ten tekst, ale o trzech słowach, bez których trudno sobie „Lalkę” wyobrazić.

Pierwszym z nich i szczególnym – ze względu na arcyważną postać Ignacego Rzeckiego – jest subiekt. To słowo doskonale czułoby się w towarzystwie terminatora i czeladnika, ale niestety – w odróżnieniu od tamtych – współcześnie używane bywa niezwykle rzadko. Kojarzę je właściwie tylko z nazwy programu do obsługi księgowej firm. A przecież subiekt mający swoje źródło w łacińskim subiectum jest całkiem bogaty w znaczenia. Mój dyżurny słownik PSWP przedstawia trzy i znając skromność Pana Ignacego, zupełnie by mu nie przeszkadzało, że o jego zawodzie autorzy piszą na końcu: 1. językoznawczy „w zdaniu: osoba, rzecz lub zjawisko, o którym się orzeka, któremu przypisuje się czynność, stan, właściwość; imienna część zdania (także niekiedy w formie bezokolicznika) połączona związkiem zgody z orzeczeniem” Uff… Ale gdybyśmy jednak nie do końca się orientowali, to mamy dalsze objaśnienie – przyporządkowanie czasownika dowolnemu subiektowi posiada siłę zdaniotwórczą i zachodzi prawie we wszystkich językach świata. W największym uproszczeniu (kolegów po fachu proszę o wyrozumiałość) subiekt to podmiot. 2. filozoficzny „istota, osoba poznająca, działająca, podlegająca emocjom, przekonująca się o czymś”. I cóż, tu też łatwo nie jest, więc warto się odwołać do synonimów i uproszczeń, czyli podmiotu, umysłu i istoty. 3. dawny „członek personelu sklepu, zajmujący się obsługą klientów, sprzedażą towarów”. [1] U Doroszewskiego subiekt filozoficzny jest na pierwszym miejscu, dalej nasz ekspedient, a w trzecim znaczeniu pojawia się z kwalifikatorem dawny „człowiek, jednostka, indywiduum”. [2]

Rzecki miał to szczęście, że jego szef nie tylko mu ufał jak przyjacielowi, ale przede wszystkim cenił jego fachowość i uczynił go swoim plenipotentem. Czyli „osobą upoważnioną przez mocodawcę do podejmowania czynności prawnych w jego imieniu, w jego zastępstwie” [3] czy też „osobą (…) upoważnioną przez mocodawcę do działania w jego imieniu” [4] Był po prostu pełnomocnikiem. Ale mniej popularne i niezwiązane z „Lalką” jest drugie znaczenie tego wyrazu. Otóż, w naszej historii, plenipotent to „poseł, który reprezentuje swoich wyborców lub nawet określone szczeble władzy państwowej, posiadający wszystkie pełnomocnictwa do przedstawiania i realizowania spraw leżących w jego kompetencji”. [5] Funkcję plenipotenta wprowadzono mocą ustawy o miastach w 1791 r. podczas obrad Sejmu Czteroletniego. Rzeczypospolitą podzielono wówczas na 24 wydziały miejskie, w których wybierano plenipotentów na sejm oraz do komisji skarbu i policji, czyli ówczesnego Ministerstwa Skarbu Państwa oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Plenipotenci nie mieli prawa głosu, a swoje racje mogli przestawiać jedyni ci, którzy należeli do którejś z komisji. Żywot tej instytucji był dość krótki, bowiem została zniesiona przez sejm rozbiorowy w 1793 r. [6]

Krakowskie_Przedmiescie_7_tablica

Stanisława Wokulskiego, mocodawcę plenipotenta Rzeckiego określano wieloma epitetami. Był zatem: dorobkiewiczem, ambitnym spekulantem, bezczelnym kupczykiem, nikczemnikiem, a nawet nieuleczonym marzycielem, ale przede wszystkim był parweniuszem! Słowo to przywędrowało do polszczyzny z języka francuskiego – od parvenu „przybysz” (wg Doroszewskiego), choć wydaje mi się, że źródłem mógł być czasownik parvenir oznaczający „dochodzenie, osiąganie czegoś”. [7] Najzgrabniej parweniusza opisał Doroszewski: „osobnik, który robiąc karierę dostał się do wyższego środowiska i jest w tym środowisku traktowany lekceważąco, niechętnie; dorobkiewicz, nowobogacki, nuworysz” [8] I cóż na to poradzić, skoro nasz bohater sam czasem tak o sobie myślał? Wokulski sięgnął do kamizelki i dał mu pięć rubli czując, że poczyna sobie jak parweniusz. [9]

Mnogość określeń, jakie pojawiają się przy postaci Wokulskiego, pokazuje skalę skomplikowania charakteru tegoż. Prus szybko spotkał się z krytyką ówczesnych i tak na nią odpowiadał: bohater [Wokulski] jest typem bardzo złożonym jako człowiek epoki przejściowej, że wychował się w epoce czasu, który zaczął się poezją, a skończył się nauką, zaczął się ubóstwianiem kobiety, a skończył wyrozumowaną prostytucją, zaczął się rycerskością, a skończył kapitalizmem, zaczął się poświęceniem, a skończył geszefciarstwem, gonitwą za pieniędzmi. [10]

Złożoność natury Wokulskiego doskonale oddają opinie dwóch pań. Pierwszą z nich nasz człowiek epoki przejściowej pragnął zdobyć, druga była nim na swój sposób zafascynowana.

(…) panna Izabela często myślała o Wokulskim, a we wszystkich medytacjach uderzał ją niezwykły szczegół: człowiek ten przedstawiał się coraz inaczej. (…) Jego niepodobna było określić jednym wyrazem, a nawet stoma zdaniami. Nie był też do nikogo podobny, a jeżeli w ogóle można go było z czymś porównywać, to chyba z jakąś okolicą, przez którą jedzie się cały dzień i gdzie spotyka się równiny i góry, lasy i łąki, wody i pustynie, wsie i miasta. I gdzie jeszcze, spoza mgieł horyzontu, wynurzają się jakieś niejasne widoki, już niepodobne do żadnej rzeczy znanej. [11]

A to pani Wąsowska, która przerywa w Zasławskim lesie jego rozmyślania: W każdym razie sądziłam, że pan jest człowiek zimny, rachunkowy, który chodząc po lesie taksuje drzewo, a na niebo nie patrzy, bo to nie daje procentu. Tymczasem cóż widzę?… Marzyciela, średniowiecznego trubadura, który wymyka się do lasu, ażeby wzdychać i wypatrywać zeszłotygodniowe ślady jej stóp! Wiernego rycerza, który kocha na życie i śmierć jedną kobietę, a innym robi impertynencje. Ach, panie Wokulski, jakie to zabawne… jakie to niedzisiejsze!… [12]

Podsumowując, nie taki zwykły ten parweniusz jak go malują, ale lepiej dla niego, gdy ma właściwego plenipotenta, który niekoniecznie musi być subiektem. Czytajcie „Lalkę”!

 BR, 29.09.2014 r.

[1] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 40, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2003, s. 453.
[2] Doroszewski W. (red.), Słownik języka polskiego, t. I-XI, Warszawa 1958-1969, http://doroszewski.pwn.pl.
[3] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 29, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2000, s. 63.
[4] Doroszewski W., op. cit.
[5] Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 40, Ibidem.
[6] http://pl.wikibooks.org/wiki/Historia_administracji/Rzeczpospolita_1764_-_1795, 26.09.2014 r., godz. 01.30.
[7] http://pl.pons.com/t%C5%82umaczenie?q=parvenir&l=frpl&in=fr&lf=fr, 26.09.2014, godz. 01:40.
[8] Doroszewski W., op. cit.
[9] Prus B., Lalka, T. 1., Warszawa 1953, s. 188.
[10] cytat za: Bąbel A., Kowalczyk A. (red.), Leksykon »Lalki«, Warszawa 2011, s. 184.
[11] Prus B., op. cit., s. 324.
[12] Idem, T. 2., s. 150.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 29/09/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Referent, czyli co ma urzędnik do piłkarza?

Mundial w pełni, więc dni dzielę pomiędzy pracę i mecze, których oglądanie bywa mało przyjemne. I nie chodzi tu tylko o poziom sędziowania, ale również o popisy naszych komentatorów. Oczywiście, problem nie jest nowy i regularnie powraca w mediach, oby uśmiech konsekwentnie przeważał nad zażenowaniem.

Komentując, unikaj szablonowego sformułowań (…) Nie mniej ważna jest czystość języka. Jestem wrogiem komentowania żargonowym, kibicowskim językiem. (…) Dziennikarz nie jest kibicem, nie ma udawać ich kumpla. Komentuje dla różnych ludzi i powinien mówić jak najbardziej czystą polszczyzną, ładnym językiem, składnymi zdaniami, niegłupio. (…) Nie znaczy to, że w ogóle nie należy używać slangowych wyrażeń. Czasem, ale nie za często, raz na parę spotkań możesz z nich skorzystać. (…) *

Zgodnie z aktualnym trendem mecze komentują duety złożone z dziennikarza i eksperta. W roli tego drugiego występuje zwykle były piłkarz, tudzież czynny lub emerytowany trener. Do Brazylii pojechało czterech ekspertów TVP, w tym mój ulubieniec Grzegorz Mielcarski, który tworzy zgraną parę z Dariuszem Szpakowskim.

Zaproszony ekspert musi spełniać pewne kryteria. Przede wszystkim musi umieć mówić po polsku, co już powoduje spory odsiew wśród kandydatów. (…) współkomentator powinien formułować swoje myśli zwięźle i mówić krótko – najwyżej trzy-pięć zdań, by nadążać za wydarzeniami na boisku. (…) **

Szpaku specjalizuje się w lapsusach i niepoprawnej wymowie nazwisk, a Mielcarski największą kreatywność wykazuje w dziedzinie składni – czasami mam wrażenie, że nie ma świadomości, iż budowa zdania ma wpływ na logikę wypowiedzi. Zdarza mu się również używać słów niezgodnie z ich znaczeniem. I tak, podczas spotkania pomiędzy Argentyną a Bośnią i Hercegowiną Mielcarski powiedział: On [Edin Džeko] tu jest referentem, to on decyduje, czy zakończyć akcję strzałem czy przegrać [podać].

Niestety, referenta prędzej można spotkać w urzędzie lub na uczelni niż na boisku.
Bo referent, z łac. referens, referentis to: 1. autor pisemnej lub ustnej wypowiedzi na dany temat: osoba wygłaszająca referat”; 2. Osoba pracująca w urzędzie, instytucji i zajmująca się ściśle określonym rodzajem spraw, urzędnik prowadzący referat. 3. Stanowisko służbowe w Komendzie Głównej Policji, w komendach wojewódzkich i rejonowych. ***

Ale co poeta miał na myśli? Czy chodziło mu o reżysera gry, czy może o zwykłego rozgrywającego, a może o jakiegoś np. dystrybutora (podań)?!

Made_In_Brasil_LondonNiestety dla języka, a zapewne dla frajdy jego fanów i badaczy, podczas mistrzostw tego typu kwiatków pojawia się sporo. Może nawet starczyłoby na bukiet dla Włodzimierza Szaranowicza, szefa redakcji sportowej TVP?

BR, 24.06.2014 r.

PS Jest szansa, że się przesłyszałem i nasz ekspert popełnił o jeden błąd mniej; kto słyszał, niech pisze!

* T. Smokowski, Posiedzę z wami dziewięćdziesiąt minut, a potem mnie wyłączcie [w:] A. Skworz, A. Niziołek (red.), Biblia dziennikarstwa, Kraków 2010, s. 184.
** Idem, s. 183.
*** Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 35., pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 2002, s. 329.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 26/06/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Życie ma sens tylko dlatego, że musimy umierać*: Tadeusz Różewicz

Wiadomość o śmierci Poety zastała mnie w podróży. W gazetach publikowano wspomnienia, analizy twórczości, kalendaria i nekrologi. Duże i małe zdjęcia, czasem jakiś wiersz w całości. A ja nie miałem dostępu do książek, do wierszy, ważnych i potrzebnych. W takich chwilach bogactwo Internetu okazuje się pozorne, bo nie można znaleźć tych ulubionych i cennych wersów, jest się skazanym na wybory innych. A przecież ten pierwszy wiersz, wycięty z „Płomyka”, mam wklejony do zeszytu z własnymi wyrobami wierszopodobnymi. Przynosi słowa, w których przez lata odnajdywałem siebie.

Nie śmiem

Spustoszony
przez śmiech i słowa
pobity przez
małe uczucia i rzeczy
przez pół miłości
i pół nienawiści
tam gdzie trzeba krzyczeć
mówię szeptem

Znacie ten głos
łamie się w suchej krtani
jak trzcina
stare wiersze opadają ze mnie
o nowych nie śmiem jeszcze marzyć
o nowej poezji
którą
można przeczuć
w chwili szczęśliwej

(z tomu „Czas, który idzie”, 1951)

Wieżyczki kaset skrywają inny skarb – nagranie „Tadeusz Różewicz czyta swoje wiersze”. Słucham, głos poety jest spokojny i pewny, jest tu i mój wiersz, pod numerem 16. Zerkam na regał i widzę grzbiety tomów Różewicza – w tym dwóch z autografami zdobytymi 15 lat temu podczas Warszawskich Targów Książki. Pamiętam, że gdy stanąłem twarzą w twarz z Poetą wydusiłem z siebie tylko jedno zdanie-hołd, za które Różewicz skromnie podziękował.

IMG_4966To był czas, kiedy poezja pozwalała przetrwać, stawiała pytania i/lub dawała odpowiedzi, skłaniała do refleksji.

Cierń

nie wierzę
nie wierzę od przebudzenia
do zaśnięcia

nie wierzę od brzegu do brzegu
mojego życia
nie wierzę tak otwarcie
głęboko
jak głęboko wierzyła
moja matka

nie wierzę
jedząc chleb
pijąc wodę
kochając ciało

nie wierzę
w jego świątyniach
kapłanach znakach

nie wierzę na ulicy miasta
w polu w deszczu
powietrzu
złocie zwiastowania

czytam jego przypowieści
proste jak kłos pszenicy
i myślę o bogu
który się nie śmiał

myślę o małym
bogu krwawiącym
w białych
chustach dzieciństwa

o cierniu który rozdziera
nasze oczy usta
teraz
i w godzinie śmierci

(z tomu „Regio”, 1969)

Jakiś czas później poezja na długo odeszła w cień. Półki uginały się od książek, pojawiały się bibliofilskie zdobycze, ale od poezji byłem daleko. Kontaktowałem się z nią niemal jedynie poprzez kolejne tomy Tadeusza Dąbrowskiego. Na dobre wróciłem do poezji przed trzema laty dzięki wierszom Adama Zagajewskiego, który ostatnio powiedział m.in. „Wiersz różewiczowski jest pozornie łatwy, miał legion naśladowców, ale on chyba jest jak coca-cola: nie da się go podrobić. Różewicz wymyślił ten prosty dyskurs poetycki i mówił nim prawie do końca. Po tym się poznaje, że mówi mistrz.”**

Wiedza

Nic nigdy nie zostanie
wytłumaczone
nic wyrównane
nic wynagrodzone

nic nigdy

czas niczego nie uleczy
rany nie zabliźnią się
słowo nie wejdzie
na miejsce słowa

groby nie zarosną trawą
umarli umrą
i nie zmartwychwstaną

świat się nie skończy

poezja powlecze się
dalej
w stronę Arkadii
albo w stronę drugą

(z tomu „Na powierzchni poematu i w środku. Nowy wybór poezji”, 1983)

Marcin Sendecki napisał, że kiedy umiera wielki poeta, można ofiarować mu już tylko pamięć i parę słów.** A ponieważ to przede wszystkim dzięki Różewiczowi wielbię słowa, na koniec wiersz, który najbardziej pasuje do tego bloga:

Słowa

słowa zostały zużyte
przeżute jak guma do żucia
przez młode piękne usta
zamienione w białą
bańkę balonik

osłabione przez polityków
służą do wybielania
zębów
do płukania jamy
ustnej

za mojego dzieciństwa
można było słowo
przyłożyć do rany
można było podarować
osobie kochanej

teraz osłabione
owinięte w gazetę
jeszcze trują cuchną
jeszcze ranią

ukryte w głowach
ukryte w sercach
ukryte pod sukniami
młodych kobiet
ukryte w świętych księgach
wybuchają
zabijają

(z tomu „Wyjście”, 2004)

Żegnaj, Mistrzu.

BR, 26.04.2014 r.

* Tytuł zaczerpnąłem z wiersza „Ostatnia rozmowa” z tomu „Wyjście” (2004)
** „Gazeta Wyborcza”, nr 96., 25.04.2014 r.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 27/04/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Grupa trzymająca władzę: kamaryla

Gdy w styczniu pisałem o majdanie, Ukraina była w przededniu krwawych wydarzeń, dziś sytuacja wydaje się nieco lepsza. I choć nadal pachnie prochem, to coraz więcej mówi się o gospodarce i ekonomii. Pisze o tym również Grzegorz Cydejko w nowym numerze magazynu „Forbes”: Wprowadzenie sankcji osobowych i finansowych dla winnych masakry i popierających prezydenta oligarchów to wstęp do zmiany ekipy blokującej Ukrainę, czego od miesięcy żąda Euromajdan. Nacisk ten może być skuteczny pod warunkiem solidarności w akcji przeciwko kamaryli rządzącej.*

Kamaryla kojarzy mi się z camorrą, neapolitańską mafią i pewnie jest coś na rzeczy, pomijając południowoeuropejski źródłosłów obu terminów. Kamaryla jest to bowiem grupa osób stojących blisko osoby mającej w swych rękach władzę, wyzyskujących swoje stanowiska i wpływy dla robienia intryg, uprawiania stronniczej polityki, klika.** A u Kopalińskiego to: intryganci, dworzanie z najbliższego otoczenia panującego, jego ulubieńcy, wywierający na niego wpływ zgubny dla spraw państwa.*** Te definicje jak ulał pasują nie tylko do sytuacji na Ukrainie, ale również do symbiozy jaka istnieje pomiędzy biznesem i polityką w Rosji.

Swoją drogą, dziwne, że kamaryla nie zrobiła kariery w naszym kraju. Wszak kilka lat temu jej synonimami ochoczo szafowali politycy ówczesnej partii rządzącej. Obok wymienionej już kliki, była także sitwa i – chyba najsłynniejszy – układ, który ostatnio odżył dzięki filmowi Ryszarda Bugajskiego („Układ zamknięty”, 2013). Jak się okazuje, polszczyzna dysponuje całkiem pokaźnym zasobem określeń różnego typu „grup trzymających władzę”. Mamy jeszcze koterię, kastę oraz dumnie i zachęcająco brzmiący klan, bynajmniej nie rodzinny, lecz biznesowy lub polityczny.

Ale jeszcze kilka słów o pochodzeniu kamaryli. Otóż, przywędrowała do nas z języka hiszpańskiego: camarilla czyli ‘mała sala’**, a wg Kopalińskiego znaczy dosł. ‘pokoik, gabinet; królewska rada gabinetowa’ i jest zdrobnieniem od cámara, czyli pokoju.*** We współczesnym słowniku terminy te oznaczają odpowiednio: klikę i komorę.**** Natomiast, jeśli chodzi o kontekst historyczno-polityczny, to kamaryla pojawiła się na początku XIX w., po powrocie na tron hiszpański króla Ferdynand VII w 1814 r.***** Nie był to władca miłościwie panujący, o czym przeczytać można w potężnej „Historii Hiszpanii”, którą polecam wszystkim odważnym******.

BR, 17.03.2014 r.

* Cydejko G., Ukraina przed odbudową, „Forbes” 2014, nr 3, s. 22-26.

** Doroszewski W. (red.), Słownik języka polskiego, t. I-XI, Warszawa 1958-1969, http://doroszewski.pwn.pl.

*** Kopaliński Wł., Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 249.

**** http://pl.pons.com/t%C5%82umaczenie?q=camarilla&l=espl&in=ac_es&lf=es, 15.03.2014 r., godz. 17:10.

***** Markiewicz H., Romanowski A., Skrzydlate słowa. Wielki słownik cytatów polskich i obcych, wyd. 2., popr. i rozszerzone, Kraków 2007, s. 496.

****** Baruque J. V., Ortiz A. D., Tuñón de Lara M., Historia Hiszpanii, Kraków 2012.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 17/03/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Jednym słowem Ukraina: majdan

Niemal dokładnie rok temu skończyłem pisać pierwszy tekst na bloga, który jeszcze wtedy nie był nawet w planach. Hasło przewodnie: Codziennie jedno słowo! stało się dla mnie wytrychem, który pozwolił mi na nowo dostać się do pisania. A skoro tak, to w ramach noworocznych postanowień – mam nadzieję, że jeszcze nie minął termin ich składania – obiecuję, że napiszę co najmniej 12 tekstów w tym roku. Słów mi na pewno wystarczy, a jedno publiczne postanowienie niechaj będzie skuteczniejsze niż dziesiątki tych powziętych w zaciszu własnego sumienia. Zatem, do dzieła!

A dziś dzieło będzie upolitycznione. Za sprawą naszych wschodnich sąsiadów, po niemal dekadzie, na czołówki gazet powróciło słowo majdan. Choć zapewne wiele osób, chcąc nie chcąc, słyszało w ostatnich latach wiele o Radosławie Majdanie, to bynajmniej nie o byłego piłkarza chodzi, ale o Plac Niepodległości w Kijowie, na którym rozgrywa się najnowsza historia Ukrainy. Wiele wyjaśnia już ta skrótowa nazwa tego miejsca, bowiem ‘majdan’ to plac obozowy, dla targu i dla rady, otoczony namiotami. Od tej definicji Brücknera minęło niemal 90 lat, ale do aktualnej sytuacji pasuje niemal idealnie. A dalej mamy tak: później wszelki podobny ‘rynek’, szczególnie w lasach, przy trzebieży, pędzeniu smoły. Słowo pojawiło się w polszczyźnie w XVII w. i pochodzi od tureckiego medjan, który ma swoje źródło w języku perskim*, a według PSWP pośredniczył w tym procesie również język ukraiński.**

Na różnych majdanach często pojawiają się bohaterowie Sienkiewiczowskiej „Trylogii”. Jedna z najważniejszych scen mojego ulubionego „Potopu” rozgrywa się właśnie na majdanie. Oto Kmicic, przejrzawszy wreszcie na oczy, postanawia porwać księcia Bogusława Radziwiłła. Proponuje mu przejażdżkę na swoim znakomitym koniu i w jej trakcie uprowadza Bogusława.

Między samą kuźnią a drogą rozciągał się niewielki majdan, nie ogrodzony płotem, z rzadka porosły wydeptaną trawą; szczątki wozów i popsowane koła leżały rozrzucone tu i owdzie na owym majdanie, ale z przejezdnych nie było nikogo, jeno koń Soroki stał przywiązany do słupa. (…)

Zanim inni mogli zrozumieć, co się stało, zanim odetchnęli, zanim okrzyk zgrozy zamarł na ich wargach, Bogusław roztrącił ich jak burza, wypadł z majdanu na drogę i pomknął wichrem ku Pilwiszkom.***

Niestety, zniewieściały książę Bogusław okazał się niezłym chojrakiem i wyswobodził się z opresji, raniąc Kmicica i zabijając trzech jego ludzi.

Drugą definicją i właściwie w polszczyźnie pierwszą i dominującą jest potoczne określenie dużej ilości bagażu, rzeczy, tobołów.** Chyba każdy z nas kiedyś narzekał, że ktoś rozłożył się ze swoim majdanem w niewłaściwym miejscu, tudzież musiał zwijać własny majdan.

Do czasu pomarańczowej rewolucji było to znaczenie numer jeden, im goręcej na Majdanie, tym częściej się on przewija i umacnia w naszym języku. Oczywiście, gdy chodzi o ten konkretny Majdan, to zastosowanie ma wielka litera.

Co ciekawe, w PSWP znaczenia majdanu związane z placem i przestrzenią są rozbite na trzy różne definicje: 1. wykarczowana polana w lesie, na której obrabia się drewno na budulec; 2. rzadki w urbanistyce muzułmańskiej: duży plac służący do przeglądów wojskowych, ćwiczeń, handlu, gier itp.; 3. rzadki, regionalny plac we wsi, warowni, obozie wojskowym itp.

W tym słowniku, podobnie jak u Kopalińskiego**** pojawia się również zupełnie inny majdan, czyli środkowa część łęczyska, za którą łucznik trzyma łuk.**

Kiedyś mieliśmy nowomowę, później maksymy Lecha Wałęsy, a teraz Majdan. Władza wpływa na rzeczywistość, również na język. Oby zawsze siłą perswazji, a nie perswazją siły.

 BR, 23.01.2014 r.

 * A. Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957, s. 318.

** Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 20, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1999, s. 124. (PSWP)

*** H. Sienkiewicz, Potop, T. 1, Warszawa 1988, s. 376-377.

**** Wł. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych z almanachem, Warszawa 2000, s. 311.

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 25/01/2014 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Sukces ma wielu gratulantów

Nie od dziś wiadomo, że Polacy potrafią się bawić – obok piłki nożnej i narzekania to jedna z naszych dyscyplin narodowych. Każda okazja jest dobra, a tym bardziej wszelkie -iny: urodziny, chrzciny, imieniny, no i zaślubiny! Dzięki portalom społecznościowym poprawiliśmy swoje wyniki również w dziedzinie składania życzeń. Pewien mój kolega, w odpowiedzi na zestaw wirtualnych życzeń urodzinowych podziękował wszystkim zainteresowanym tymi słowami: „Dziękuję i pozdrawiam Was serdecznie, moi mili gratulanci!” Zaciekawiony sięgnąłem po słownik.

Otóż, gratulant z łac. gratulantis przez niemiecki Gratulant; wychodzący z użycia: osoba składająca komuś gratulacje.* Znaczenie jasne i klarowne. Choć akurat w tym wypadku można byłoby dyskutować o tym, czy wyraz został użyty właściwie, bo gratulujemy raczej dopiero wtedy, gdy ziszczą się składane wcześniej życzenia. Ale tym razem dużo bardziej zaciekawiła mnie konstrukcja nowo poznanego słowa, a dokładniej funkcja przyrostka -ant.

Najpierw pomyślałem, że jest to jeden z sufiksów występujących w kategorii rzeczowników odczasownikowych określających wykonawców czynności. Jednak, o ile jeszcze gratulant czy szyfrant faktycznie wykonują dość konkretne czynności, o tyle trudno to powiedzieć o figurancie czy pedancie. Drugim pomysłem były tzw. rzeczowniki charakterystyczne, wśród których są również nazwy zawodów i zajęć ludzi, np. aptekarz, skrzypek, cukiernik, klarnecista. ** Ale tu też nie zgadzał się zestaw przyrostków.

Wreszcie, po przejrzeniu kilku podręczników gramatyki i przeszukaniu zasobów internetowej poradni językowej PWN, dzięki nominantowi (temu, który nominuje kogoś do nagrody) wpadłem na trop gratulanta.

Jak wyjaśnia prof. Mirosław Bańko, wyrazy zakończone na -ant (najczęściej pochodzenia łacińskiego) mają znaczenie kategorialne, czyli ‚ten, kto wykonuje czynność wskazaną przez podstawowy czasownik': aplikant, bumelant, debiutant, defraudant, emigrant, fatygant, hospitant, intrygant, komendant, konsultant, kooperant, krytykant, lawirant, manifestant, okupant, partycypant, projektant, protokolant, reprezentant, ryzykant, sekundant, spekulant, symulant, żyrant.
Wyrazy o tym samym znaczeniu kategorialnym miewają także zakończenie -ent, np. pretendent, producent, subskrybent, na -at kończą się zaś wyjątkowo (np. kandydat, pasjonat) i rywalizują w tej grupie z rzeczownikami o znaczeniu ‚ten, kto podlega czynności wskazanej przez podstawowy czasownik’ (np. delegat, nominat). Wśród rzeczowników odczasownikowych na -ant prawie nie ma takich, które by wskazywały obiekt czynności (do wyjątków należą aresztant i ewakuant).***

Gratuluję wszystkim „-antom”, którzy wykonują pozytywne czynności i życzę wielu sukcesów w nadchodzącym roku!

BR, 30.12.2013 r.

* Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny, T. 13, pod red. Haliny Zgółkowej, Poznań 1997.

** P. Bąk, Gramatyka języka polskiego, Warszawa 1978, wyd. II, s. 195-196.

*** http://poradnia.pwn.pl, 29.12.2013 r., godz. 18:30 (hasło ‘nominant’ z dnia 22.11.2008 r.)

 
Dodaj komentarz

Posted by w dniu 30/12/2013 w Leksykon

 

Tagi: , , , , , , , , ,

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.